Dziesiątki e-maili i komentarzy na internetowym forum to odzew kierowców na publikację tygodnika “Trójmiasto” pt. - "Przepisy ruchu drogowego mają za nic". Mieszkańcy wymieniają miejsca, gdzie znaki drogowe ignorowane są przez zmotoryzowanych notorycznie i z premedytacją. - Nie stójcie z założonymi rękami, tylko działajcie - apelują do policji. Dziennikarze przekażą funkcjonariuszom pierwszą listę wskazanych przez Czytelników miejsc, gdzie z powodu łamania przepisów nie da się normalnie poruszać. - Wszystkim konkretnie wskazanym lokalizacjom czujnie będziemy się przyglądać. Wystosujemy tam patrole, które wyciągną konsekwencje - zapewnia Zbigniew Korytnicki, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KMP Gdańsk.
Przepisy ruchu drogowego mają za nic
Ze Zbigniewem Korytnickim, zastępcą naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KMP Gdańsk, rozmawia Ewelina Oleksy.
Trójmiejscy kierowcy codziennie udowadniają, że ze znajomością znaków nie jest im po drodze. Są w Gdańsku miejsca, gdzie szczególnie to widać?
- Trudno wskazać konkretne ulice czy skrzyżowania, bo niestety takich miejsc i sytuacji jest wiele. Wyznaczając jednak określone lokalizacje, na pewno jest to Rondo im. św. Jana de la Salle na Niedźwiedniku i np. skrzyżowanie ul. Podwale Staromiejskie z Okopową. Generalnie całe Stare Miasto to obszar, gdzie kierowcy często nie stosują się do obowiązujących przepisów. Moglibyśmy się nawet pokusić o zrobienie czarnych punktów, czyli miejsc, gdzie negatywnych zachowań na drogach jest najwięcej.
Jakie zakazy najczęściej są łamane?
- Zakazy skrętu, niestosowanie się do znaków dotyczących kierunków jazdy na pasach ruchu, ale równie często zakazy zatrzymywania. Jest to szczególnie widoczne w miejscach, gdzie tworzą się korki. Tu przykładem jest skrzyżowanie ul. Nowe Ogrody z ul. 3 Maja, gdzie obowiązuje nakaz jazdy prosto, a kierowcy i tak włączają kierunkowskazy i skręcają.
Złapani na gorącym uczynku winę zrzucają na nieuwagę czy z pokorą przyjmują mandaty?
- Tłumaczą się roztargnieniem, ale zazwyczaj wynika to z celowego działania, wręcz z premedytacją. Muszą gdzieś szybko dojechać prawym pasem, który jest zajęty, więc wolą wjechać na wolny środkowy, którym jadą do końca i w ostatniej chwili skręcają z powrotem na prawo, bo tak jest wygodniej, ale niezgodnie z prawem. Jeżeli policja stwierdzi, że niedostosowanie się do znaków spowodowało zagrożenie dla innych uczestników ruchu, że np. z tego powodu ktoś inny musiał zjechać na pobocze, grozi nawet 500 zł mandatu. Oprócz tego można skierować sprawę do sądu, której finałem może być zatrzymanie prawa jazdy.
Ile patroli drogówki pilnuje codziennie porządku na gdańskich drogach?
- Około 10-12 dwuosobowych patroli. Miejsca planowanych kontroli wyznaczamy biorąc pod uwagę dwa priorytety - pojawiają się tam, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków i kolizji, oraz tam, gdzie mieszkańcy wskazują, że nagminnie łamane są przepisy.
Czyli jeśli widzimy, że codziennie pod naszymi oknami auta jeżdżą jak chcą, wystarczy to zgłosić drogówce i od razu pojawia się patrol?
- Nie od razu, ale poinformować nas o takiej sytuacji może i powinien każdy. Można wskazywać miejsca lub konkretne auto przyłapane kilka razy na tym samym przewinieniu. Niestety, w Polsce ciągle kojarzy się to z donosicielstwem, tymczasem Niemiec, gdy widzi, że ktoś nagminnie łamie prawo, powiadamia wszystkie organa. Idealną sytuacją byłoby, gdyby kierowcy jeździli tak, jakby wszędzie i zawsze spodziewali się kontroli. Byłoby bezpieczniej.