Telefon jest głuchy, adres nieaktualny. Szkoła nauki jazdy 4 Kółka nagle zniknęła z mapy miasta. Na lodzie zostawiła kilkuset kursantów, którzy wpłacili po prawie 1200 zł. Nie mają ani pieniędzy, ani prawa jazdy - donosi “Życie Warszawy”. U nas zdaje się za pierwszym razem - takimi słowami reklamuje się do dzisiaj na stronie internetowej ośrodek szkolenia kierowców 4 Kółka. W podtytule strony głównej dodano: “dobra szkółka”. Fora internetowe są pełne ostrzegawczych wpisów. Poszkodowani składają pozwy na komisariacie przy ul. Żytniej w Warszawie. Nawołują do pozwów zbiorowych. Mieliśmy już telefony od zdenerwowanych kursantów, którzy pytali, jak znaleźć zaginioną szkołę jazdy - przyznaje Jacek Gałan, wicedyrektor miejskiego Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń (dział rejestracji firm). Ale szkoła się właśnie wyrejestrowała. Miesiąc temu, więc właściwie jej nie ma. Nie mamy kogo skontrolować. Ludziom nie pomożemy – tłumaczy wicedyrektor. Teraz poszkodowanym zostaje tylko droga sądowa.
Miejscy urzędnicy wyjaśniają, że szkoły są sprawdzane dwa razy: zaraz po rejestracji i w trakcie pracy. - To była dosyć znana szkoła i miała niezłą renomę. Działała od kilku lat. - Właściciel, wiedząc, że ma kłopoty finansowe, nie powinien robić naborów. Ośrodek prowadzący kursy zawsze warto sprawdzić, by choć trochę zminimalizować ryzyko – mówi szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Andrzej Szklarski. I radzi, na co, poza formalnym wpisem w urzędzie miasta, trzeba zwrócić uwagę. - Jak długo działa firma, w jakich warunkach prowadzone są zajęcia, ile ma aut - wylicza. - Im większy majątek, tym większa gwarancja bezpieczeństwa.