
(Fot.: PD@N 436-14jm)
W wielu miastach na drogach pojawiły się pojazdy ciągnięte przez zwierzęta. Niestety są one także uczestnikami wypadków drogowych. Tragiczny w skutkach wpadek miał miejsce w Poznaniu. Para spłoszonych koni, wraz z dorożką i woźnicą wpadła pod pędzącego citroena. Dwie osoby odniosły rany. Jeden z koni konał na jezdni. Jak relacjonują miejscowe media, poszkodowane zwierzę cierpiało: szarpało się, kopało, próbowało podnieść. Zagrażało ruchowi ulicznemu. Nie miał go kto uśpić, nie było leków - opowiadają świadkowie zdarzenia. Opowiadali: - Widok był makabryczny. Ciężko ranne zwierzę konało w męczarniach, krew bulgotała mu w szyi. A policja ani straż pożarna nie miała pojęcia, co robić. Poznań nie ma scenariusza w razie takich wypadków. I łamie przepisy Ustawy o prawach zwierząt. Funkcjonariusze nie mogli pomóc zwierzęciu, zobowiązani byli czekać na weterynarza. Wypadek obserwował tłum gapiów, w tym dzieci. Weterynarz pojawił się na miejscu po 45 minutach - wtedy koń już skonał. Zgodnie z Ustawą o ochronie zwierząt każda gmina powinna zapewnić całodobową opiekę weterynaryjną zwierzętom po wypadkach. Poznań - jak ustaliła redakcja “Gazety pl” - takiego programu nie ma. Dziennikarze pytali, dlaczego nie gwarantuje pomocy zwierzętom w takich sytuacjach? Agnieszka Pomaska, kierownik ds. sanitarnych w miejskim zakładzie "Usługi komunalne" (odpowiada za usuwanie truchła z ulic) tłumaczy: - Koń, który zginął w sobotniej tragedii, miał prawnych opiekunów, i to oni powinni zagwarantować mu opiekę weterynaryjną. Do zadań miasta należy wyłącznie opieka nad zwierzętami dzikimi i bezpańskimi - potwierdza. Zdarzenie opowiedzieliśmy Fundacji Gaja, jednej z najstarszych polskich organizacji społecznych zajmujących się ochroną środowiska naturalnego i prawami zwierząt. - Całodobowa opieka weterynaryjną po wypadkach należy się wszystkim zwierzętom.