Sąd w Mińsku skazał dwóch milicjantów za to, że próbując zatrzymać pirata drogowego, posłużyli się "żywą tarczą" złożoną z przypadkowych samochodów - donosi “Gazeta Wyborcza”. Oto relacja: 2 marca na autostradzie Mińsk-Mikaszewicze białoruska drogówka próbowała zatrzymać volkswagena golfa, który pędził 180 km na godzinę w stronę stolicy. Kierowca nie zatrzymał się, a milicjanci nie mogli dogonić pirata. 8 km przed stolicą milicjanci mjr Gienadij Dragakupiec i por. Alekseja Lichtarowicz postanowili więc stworzyć zaporę. Zatrzymali cztery auta z siedmioma osobami i kazali kierowcom tak się ustawić, by zatarasować przejazd. - Milicjant zatrzymał nas i wskazał miejsce, gdzie musimy stanąć. Nic nie rozumieliśmy. Nawet nie powiedział, żebyśmy wysiedli z samochodu - opowiadał na procesie Jurij Paszkiewicz, jeden z zatrzymanych kierowców. Po kilku minutach pędzący z ogromną prędkością volkswagen uderzył w "żywą tarcze". Dwa samochody zostały zmiażdżone, cztery osoby, w tym trzyletnia dziewczynka, trafiły do szpitala i tylko cud sprawił, że nikt nie zginął. "Drogowym piratem" okazał się 27-letni Raman Mieńciuk, który był pijany i nie miał prawa jazdy. Dziś szuka go milicja, bo po kilku dniach od wypadku zniknął. MSW próbowało wyciszyć tę sprawę, ale tygodnik motoryzacyjny "Autobiznes-Weekly" po kilku dniach nagłośnił wypadek. Na znak solidarności z ofiarami "żywej tarczy" 13 marca setki samochodów jeździły po Mińsku z przypiętą do anteny czarną wstążką, a prokuratura wszczęła wobec milicjantów postępowanie karne, oskarżając ich o nadużycie władzy i stworzenie zagrożenia dla życia kierowców. Sąd Mińskiego rejonu ogłosił wyrok w sprawie milicjantów. Obaj dostali dwa lata więzienia w zwieszeniu na trzy lata. Przy okazji okazało się też, że nie był to odosobniony przypadek. Białoruskie media opisały podobną sytuacje, która się zdarzyła w październiku 2007 r. Dwaj kierowcy i pasażerka zostali ranni, bo drogówka wykorzystała ich jako "żywe tarcze" - jeden miał złamaną nogę, drugi wybite zęby, a kobieta rozciętą twarz. Adwokat poszkodowanych Wiera Stramkouskaja przyznaje, że ukarani milicjanci byli tylko pionkami, które wykonywały rozkaz zwierzchników. Ale widzi też pozytywne strony wyroku. - Mam nadzieję, że teraz milicji już nigdy nie przyjdzie do głowy wykorzystać kierowców jako "żywą tarcze" - powiedziała "Gazecie" Stramkuskaja.