Egzamin na prawo jazdy kat. B zdaje średnio 25-30 proc. kandydatów na kierowców. Te statystyki miały się w ostatnich miesiącach poprawić. Prawie rok temu - 9 czerwca - zmieniły się zasady egzaminowania. Egzamin miał być bardziej życiowy, a przez to łatwiejszy. Okazało się to tylko optymistycznym założeniem. W kilku word wprawdzie liczba zdających egzamin wzrosła o 1-1,5 proc., ale w wielu spadła nawet o 4-5 proc. To dużo gorzej, niż zakładali autorzy zmian – komentuje “Rzeczpospolita”. I dalej czytamy: Niepokojące w tym wszystkim jest też to, że egzamin wewnętrzny zdaje większość kandydatów.
Eksperci zwracają uwagę na ciągle pogarszającą się jakość szkolenia oraz nowe obowiązki egzaminatorów, którzy mają informować zdających o błędach podczas jazdy. – W trakcie jazdy egzaminator informuje zdającego o nieprawidłowym wykonaniu zadania - mówi Tomasz Matuszewski nadzorujący w stolicy sprawy związane z egzaminowaniem. On sam był ogromnym zwolennikiem tego przepisu, bo powtarzając niezaliczone zadanie, kandydat ma szansę nie popełnić tego samego błędu. - Wygląda jednak na to, że stres pokonuje kandydatów – ocenia. Drugi, nie mniej ważny powód to zła jakość szkolenia. - Tak łatwo jest zostać instruktorem - ocenia Paweł Arendarczyk, specjalista z ruchu drogowego. Wątpi, by trzyletnie doświadczenie w prowadzeniu auta wystarczyło, aby uczyć innych. Jan Kida, dyrektor rzeszowskiego WORD, do pozytywów zalicza to, że coraz częściej egzaminatorzy skracają egzamin praktyczny, a jeszcze rok temu było to niemożliwe (trzeba było jeździć 40 min, teraz wystarczy bezbłędne 25 min). Tymczasem planuje się kolejną zmianę przepisów. - Pracujemy nad ustawą o kierujących pojazdami, myślimy o wprowadzeniu symulacji komputerowych na egzaminie teoretycznym, pracujemy nad poprawą jakości szkolenia - zapowiada Andrzej Bogdanowicz, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury. Symulacje miałyby zastąpić lub uzupełnić dzisiejsze testy komputerowe. Kursanci nie zakreślaliby tylko właściwych odpowiedzi, ale prowadząc auto, trafialiby na dany stan na drodze i w ułamku sekundy musieli podjąć decyzję.
Komentuje Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy policji:

(Fot.: PD@N 337-5jm)
Największym grzechem polskich najmłodszych kierowców jest bezmyślność, która przeradza się w brawurę i popisywanie przed kolegami. Skutki takich zachowań są tragiczne i nieodwracalne. Ludzie, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej, jeżdżąc z instruktorem, pamiętali o wszystkich przepisach i stosowali je, nagle chcą odreagować i korzystając ze wszystkich praw użytkowników drogi, zagrażają innym. Na pewno trzeba coś zmienić w przepisach dotyczących niedoświadczonych kierowców i ich pierwszych lat na drodze. Jazda pod okiem doświadczonego kierowcy czy zakaz przewożenia w aucie młodych ludzi to rozwiązania sprawdzone w innych państwach. Zdały tam egzamin. Taka szczególna opieka nad najmłodszymi kierowcami mogłaby trwać kilka lat.