Ujawniony projekt rozporządzenia ograniczającego emisję CO2 z aut poprzedziły miesiące oczekiwań i lobbystycznych podchodów. Od 2012 r. wszystkie sprzedawane w UE auta mają emitować co najwyżej 120 g dwutlenku węgla na każdy przejechany kilometr. Dziś sprzedawane w Europie auta emitują średnio ok. 160 g CO2 na kilometr. 25-proc. ograniczenie tego wskaźnika będzie zdaniem Komisji możliwe dzięki nowym konstrukcjom silnika, nowym technologiom ogumienia, klimatyzacji oraz biopaliwom. - Chodzi o to, by zmniejszyć emisję dwutlenku węgla z samochodów i pomóc w walce z ocieplaniem klimatu - tłumaczył europejski komisarz ds. środowiska Stavros Dimas. Sektor motoryzacyjny to najpotężniejsze lobby przemysłowe w Unii. Do ostatniej chwili trwała walka o to, w jaki sposób nowy uśredniony limit emisji będzie rozdzielony pomiędzy producentów i poszczególne modele aut. Niemieccy producenci (specjalizujący się w produkcji dużych aut) proponowali, by większy ciężar samochodu automatycznie pozwalał na dużo wyższe limity. I aby kary za przekroczenie limitów były małe. O co innego zabiegały koncerny z Włoch i Francji - jak najmniejsze odchylenia od przyjętego limitu i szybko rosnące kary. Kłócono się nawet w samej Komisji Europejskiej - grecki komisarz ds. środowiska Dimas (zwolennik ostrych kar) kłócił się z niemieckim komisarzem ds. przemysłu Günterem Verheugenem. Ostatecznie Komisja zaproponowała, by nowy limit emisji był tylko uśrednioną wartością dla całej floty samochodów. Cięższe modele dostaną wyższe limity (np. 150 g CO2/km dla aut o wadze ponad 2 ton). Koncerny będą też mogły łączyć się w grupy, np. Porsche mogłoby wtedy obliczać swoją średnią razem z producentem małych aut. Komisja zapewnia - krzywa ustalająca limity jest tak skonstruowana, że większy koszt poniosą producenci paliwożernych samochodów.Tych, którzy się nie dostosują, czekają kary. W 2012 r. przekroczenie limitu emisji będzie kosztowało 35 euro za każdy gram nadmiarowej emisji od każdego samochodu. W 2015 r. będzie to już 95 euro. Firmy produkujące mniej niż 10 tys. aut rocznie podlegałyby osobnym przepisom. Komisja szacuje, że nowe normy doprowadzą do wzrostu cen nowych samochodów średnio o 1,3 tys. euro. Konsumenci będą mogli jednak liczyć na znaczne oszczędności na paliwie, rzędu 2,7 tys. euro (w czasie użytkowania auta). - Zmiany stworzą też wysokiej jakości miejsca pracy i przyczynią się do bezpieczeństwa energetycznego Europy - zapewnił Dimas. I lobby motoryzacyjne, i ekologiczne nie zostawiły suchej nitki na projekcie. - Tak nie zrealizujemy celu, jakim jest ograniczenie całej emisji CO2 w Europie - powiedziała "Gazecie" Franziska Achterberger z Greenpeace'u. Zarzuca ona Komisji, że uległa żądaniom firm: - Rozdział limitów emisji na poszczególnych producentów to ukłon w stronę niemieckich koncernów. Sposób nakładania kar jest bliski życzeniom koncernów francuskich. Producenci samochodów też protestują. - Ten system, jeśli zostanie wdrożony, zmniejszy konkurencyjność europejskiego sektora motoryzacyjnego - alarmuje ACEA, organizacja zrzeszająca największe firmy samochodowe.Zapowiada się więc ciąg dalszy lobbystycznej wojny. Jeszcze bardziej zażartej, bo teraz nad projektem pochylą się rządy państw UE i Parlament Europejski. Tam zapadną ostateczne decyzje. W walkę już teraz zaangażowali się najpotężniejsi europejscy politycy. Kanclerz Niemiec Angela Merkel w środę skrytykowała propozycje Komisji niezbyt korzystne dla niemieckich firm: BMW, Daimlera i Volkswagena: - Nie ma sensu narzucać kary, która nie ma związku z prawdziwym kosztem emisji CO2. Ta cała polityka przemysłowa jest na koszt Niemiec - mówiła poirytowana Merkel. Projekt Komisji krytykuje też Jerzy Buzek, były premier, obecnie eurodeputowany PO. - To może nas kosztować miliardy euro, zmniejszyć konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego. A korzyści wielkich nie odniesiemy, zwłaszcza, że Europa odpowiada tylko za cząstkę światowej emisji CO2 - powiedział "Gazecie”. Emocje, jakie wywołuje nowe rozporządzenie, łatwo zrozumieć. Motoryzacja to najpotężniejsza gałąź unijnego przemysłu. Europejskie koncerny samochodowe i firmy z nimi stowarzyszone mają obroty ponad 450 mld euro i dają pracę 12 mln osób. Są też największym w Europie inwestorem w badania naukowe - co roku wydają na ten cel 20 mld euro.