Dyplomatów chroni immunitet dyplomatyczny, także w sytuacji wypadków drogowych - to niestety wiemy. Zgodnie z konwencją wiedeńską dyplomacie nie można mu postawić zarzutów, wystąpić przeciwko niemu z powództwem cywilnym ani wlepić mandatu, więcej - nie można go nawet przesłuchać jako świadka bez jego zgody. Teoretycznie jest możliwość, by postawić dyplomatę przed polskim sądem. Ale musi się zgodzić na to kraj, który wysłał go na misję. Jak się dowiadujemy w czasie ostatnich 20 lat tylko raz immunitet swojemu ambasadorowi uchyliły władze Kostaryki. Pozostaje ściganie dyplomaty w jego kraju, o ile dany czyn jest tam uznawany za przestępstwo. - MSZ w takim przypadku przekazuje materiał dowodowy organom tego państwa. Nie może wystąpić z formalnym wnioskiem o ściganie sprawcy w jego kraju, ale może przekazać taką prośbę władzom - informuje MSZ.
A jednak od końca roku policja i straż miejska ma zacząć wystawiać mandaty zagranicznym dyplomatom, mimo ich immunitetu. MSZ znalazł sposób na obejście immunitetu dyplomatycznego. Jak się okazało, w 62 państwach świata drogówki nie honorują immunitetów i wystawiają polskim dyplomatom mandaty, m.in. w Austrii, we Francji, w Japonii, Norwegii, Szwajcarii, Szwecji, Wielkiej Brytanii czy USA, państwach Benelux, a w najbliższym czasie też w Rosji. - Jeśli oni nie respektują naszych immunitetów, my ich dyplomatów możemy potraktować podobnie - mówią nasi rozmówcy w MSZ. Mandatów unikną jednak przedstawiciele 35 państw, gdzie na drogowe grzechy dyplomatów przymyka się oczy. To m.in. Czechy, Niemcy, Ukraina i Węgry. Funkcjonariusze drogówki, zanim wystawią mandat, będą musieli sprawdzić, z dyplomatą jakiego kraju mają do czynienia. A ambasadorzy, którzy dostaną pisma ze straży miejskiej ze zdjęciami samochodów ich dyplomatów przyłapanych przez fotoradar, będą musieli wskazać, który z pracowników siedział za kierownicą. Straż wystawi mu mandat.