(Fot.: PD@N 399-15)
- Nie życzymy sobie samochodów nauki jazdy na naszych parkingach i osiedlowych uliczkach - uznali mieszkańcy ulicy Narciarskiej w Łodzi. Zażądali od swojej spółdzielni postawienia znaków zakazu wjazdu dla "elek" – donosi “Dziennik Łódzki”. Nie jest to pierwszy i jedyny taki wypadek w skali kraju. Sytuacja taka zaistniała w chwili, gdy ustawodawca zmienił przepisy odnoszące się do zasad szkolenia kandydatów na kierowców w ruchu drogowym. Łódzka ulica Narciarska, to jedna z wielu wąskich uliczek osiedlowych, i właśnie w tym miejscu ćwiczą przyszli kierowcy. Jak mówi Jerzy Borowski, kierownik administracji os. Karolew w Spółdzielni Mieszkaniowej Osiedle Młodych – lokatorzy twierdzą, że auta stojące na parkingach były poobijane i porysowane, a winowajców trudno było znaleźć. Tymczasem chętnie tu ćwiczyły nie tylko łódzkie "elki", ale też szkoły nauki jazdy z Pabianic czy Zgierza. Nadto wolno poruszające się pojazdy szkoleniowe jakoby mają utrudniać ruch, a przede wszystkim jego płynność. Co zrobiły władze spółdzielni? Postawiły znak zakazujący wjazdu dla "elek" przy jednym z osiedlowych parkingów. Pojawia się pytanie, czy mieli prawo postawić taki znak? Twierdzą, że tak, bo droga właśnie należy do niej. Ale na drogach publicznych, np. miejskich takich zakazów na pewno nie będzie. - Wiemy, że delegatury urzędów miast i spółdzielnie na podlegających im drogach, czyli tzw. wewnętrznych stawiają znaki zakazu wjazdu dla "elek" - mówi Aleksandra Kaczorowska, rzeczniczka Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi. - Mają do tego prawo. Ale nasze drogi są publiczne i uważamy, że ma prawo z nich korzystać każdy użytkownik na równych prawach. Również uczeń szkoły nauki jazdy. My takich znaków na swoich drogach nie postawimy.