Kontynuujemy dyskusję poświęconą przygotowywanemu przez Komendę Główną Policji projektowi zmian w taryfikatorze mandatów:
Redakcja “PRAWA DROGOWEGO @ NEWS” z zainteresowaniem zapozna się z Państwa opiniami w omawianej sprawie. Czy projekt podwyższenia stawek mandatów jest rzeczywiście potrzebny? Czy w relacjonowanych propozycjach widzicie Państwo jakieś ważne luki? A punkty, czy są konieczne?
Czekamy na wypowiedzi, które opublikujemy na naszych łamach.
Głosy w dyskusji (2)
Tomasz Kamiński: Podwyższanie wysokości mandatów za przekroczenie prędkości jest kompletnym nonsensem, gdyż to nie prędkość jako taka jest niebezpieczna, a niedostosowanie szybkości jazdy do warunków drogowych i umiejętności kierowcy. A wiemy jak są ustawiane znaki drogowe, ile z nich jest super asekuracyjnych, lub wręcz bez sensu. Wiemy też, że policja najchętniej chowa się z radarami tam, gdzie akurat niebezpieczeństwo jest najmniejsze. Nie tędy droga. Najpierw trzeba zweryfikować znaki drogowe, udrożnić i naprawić drogi, zmienić przekonanie, że jedynym złem na naszych drogach jest nadmierna szybkość oraz zdefiniować, co to naprawdę jest "nadmierna szybkość". Natomiast drakońskie podwyższenie kar za jazdę pod wpływem alkoholu, uważam za niezbędne. Takich kierowców powinno się karać za usiłowanie zabójstwa.
Marian: Moim zdaniem coś, czego nie można będzie ściągnąć (dochody Polaka - kara) jest działaniem na pokaz. Problemem w większości przypadków nie jest popełnianie wykroczenie, lecz bezmyślne, z za biurka umiejscawiane zakazy. Np. w moim regionie droga łącząca dwie miejscowości o długości 13 km (z paroma domami - kiedyś teren niezabudowany) aktualnie oznakowana jest jako biegnąca w terenie zabudowanym. Nie ma siły, aby nie zapłacić. Ludzie klną, stróże prawa praktycznie bez pracy wykazują się efektami. Takie samo zadanie spełniają fotoradary, ustawiane w miejscach, w których i ograniczenie szybkości nie wiedzieć dlaczego zostało wprowadzone. I tu Policja bawi się w papierowego urzędnika, zaczyna ich brakować na ulicach, ludzie znowu klną a prawdziwi przestępcy drogowi dalej robią co chcą. Jaki z tego wniosek, ano tworzy się przepisy dla kasy, a prawdziwe bezpieczeństwo, prawdziwa prewencja, prawdziwa skuteczność straży prawa ????????
Grzegorz D.: Dla mnie to kompletna bzdura. Większe zagrożenie stanowi jadąca kobieta 50km/h lepszym samochodem co chwilę porządnie przyspieszając a za chwilę ostro hamując aniżeli kierowca który potrafi jeździć, dużo jeździł i czuje się pewnie jadący po drodze ekspresowej z prędkością 150km/h. Do tego doliczmy jeszcze jedno. Są samochody i samochody. Dziadek jadący 'Maluchem' 90km/h za miastem nigdy nie będzie miał takiej samej sprawności (zarówno tej praktycznej w kierowaniu pojazdem, co i możliwości samego pojazdu) co jadący kierowca z 10-letnim stażem z prędkością 90km/h najnowszym BMW 5. Ja nigdy nie jeżdżę za szybko (przekraczam prędkość, ale tam, gdzie mogę sobie na to pozwolić znając drogę, mając możliwości (pusto) itp.). Ale według mnie nie powinno być ograniczeń prędkości, a jedynie sugestie. Prędkość na drodze ekspresowej 110km/h. Ale gdy wyjedziemy w piękny, letni, niedzielny poranek gdzie nie zobaczymy ani jednego samochodu poza naszym, co stoi na przeszkodzie żeby pojechać powiedzmy 180km/h? Można jeździć szybko. Ale bezpiecznie. I nie sądzę, żeby samo przekraczanie prędkości było tu elementem przeważającym. Bo o wiele więcej zagrożenia jest wtedy, gdy jadąc 120km/h zauważymy fotoradar i hamujemy na skraju uruchomienia się ABSu żeby nie otrzymać fotki.
Adam T.: Wypada tylko zgodzić się z przedmówcami. Statystyka, polowanie z suszarką i wykazywanie się efektami. Bezsensowne ograniczenia, prawie przez nikogo nie przestrzegane. Jeżeli ktoś ma wątpliwości to polecam to co proponowałem już parę lat temu: Proszę każdego, aby przez tydzień jeździł tak, aby nie przekroczyć żadnego z ograniczeń prędkości, które na swej drodze spotka. Tylko uczciwie. Potem proszę napisać swoje wrażenia. I druga rzecz, też ciekawa: dlaczego za zagrożenie, wręcz pirata drogowego uważany jest ktoś, kto przekroczył dopuszczalną prędkość (często ograniczenie umieszczone w bezsensownym miejscu) o 20 czy 40 km/h, nie powodując poza tym żadnego zagrożenia, a ktoś kto jadąc z prędkością znacznie przekraczającą i dopuszczalną i bezpieczną prędkość doprowadza do wypadku (w tym pasażer ginie) kreowany jest prawie na ofiarę? A winny jest np. stan drogi w tym miejscu? Zaznaczam, że nie odnoszę tego do żadnego konkretnego wypadku.