Projekt zmian w ustawie - Prawo o ruchu drogowym zabierający strażnikom miejskim prawo używania radarów i karania za złe parkowanie już trafił do naszego parlamentu. Media wiele piszą w tej sprawie. Dzisiaj fragment rozmowy z komendantem Straży Miejskiej w Żarkach, Mariuszem Nowakiem (fot.).
(Fot.: PD@N 473-84)
Mariusz Nowak, komendant Straży Miejskiej w Żarkach: Zajmujemy się codziennie wieloma sprawami - reagujemy na bezpańskie psy, pilnujemy bezpieczeństwa dzieci na drogach, prowadzimy działania przeciwko handlarzom narkotyków, mamy prelekcje w szkołach, ale to nieważne i tak wszyscy mówią o fotoradarach. To nośny temat. Jak ktoś chce łatwo zaistnieć w mediach, to krytykuje nas za stosowanie fotoradarów, wie, że to chwyci, bo kto lubi płacić mandaty. Jak się ludziom obieca, że nie będą musieli ich płacić, to większość dwoma rękami zagłosuje przeciwko straży. Ja znam fakty. W ub. roku nie mieliśmy w Żarkach fotoradaru i zginęły na drogach cztery osoby. W tym radar działa i na szczęście nie było żadnego wypadku śmiertelnego.
Na waszej stronie jest wykaz terminów i miejsc, w których będzie ustawiony fotoradar. Chyba nie jest to obowiązkowe?
Odpowiedź: Nie, ale unikamy jakichkolwiek wątpliwości. Nie stoimy w krzakach, nie chowamy się. Chodzi o to, aby spowolnić ruch i zapewnić mieszkańcom większe bezpieczeństwo. I to się chyba udaje, chociaż jak ktoś chce złamać przepisy, to fotoradar mu w tym nie przeszkodzi, on tylko to zarejestruje. Tak jak naszego rekordzistę, który jechał w terenie zabudowanym 159 km na godzinę. Dodam jeszcze, że miejsca, gdzie stawiamy fotoradar wyznacza policja. Zwykle jest to w pobliżu szkoły czy przejścia dla pieszych. Ale bywa, że ludzie przychodzą do nas i proszą, żeby stanąć koło ich domu, bo tam kierowcy łamią przepisy. To, co słyszymy w mediach nie do końca odpowiada rzeczywistości, bo nam dość często zdarza się, że gdy stoimy z radarem, to ktoś przychodzi i częstuje nas herbatą i ciastem.
To chyba także specyfika pracy w mniejszej miejscowości jak Żarki, w dużym mieście jest pewnie inaczej?
Odpowiedź: Różnica w pracy jest rzeczywiście duża. Tu potencjalny przestępca musi się liczyć z tym, że ktoś go rozpozna, że będzie dostrzeżony. W dużym mieście łatwo schować się w tłum, tam wszyscy są anonimowi, jest duża dynamika zdarzeń.
Z drugiej strony my też jesteśmy w Żarkach na świeczniku, wszyscy na nas patrzą, wiedzą i widzą, co i gdzie robimy.