Jacek Kobyliński, dyrektor WORD w Siedlcach
‹Jacek Kobyliński, dyrektor WORD w Siedlcach
Pytanie:Przede wszystkim interesuje nas Pana ocena projektu rozporządzenia w sprawie egzaminowania? Czy przyszły dokument zmieni w sposób znaczący jakość egzaminowania? Czy przełoży się na poprawienie statystyk tzw. “zdawalności”. I może kilka słów o potrzebie ewentualnych zmian, tak konkretnie.
Odpowiedź:Ukazało się już kilka wersji projektów rozporządzenia w sprawie egzaminowania. Ten projekt, który znam oceniam generalnie pozytywnie, ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, które są wciąż modyfikowane. Projekt jest innowacyjny w zakresie egzaminu teoretycznego oraz kategorii motocyklowych. Wszyscy mamy świadomość, że dotychczasowy egzamin teoretyczny nie spełnia swojej roli i spowodował niepokojąco niski poziom wiedzy z zakresu przepisów ruchu drogowego u osób, które uzyskały uprawnienia komunikacyjne. Wysoki poziom zdawalności, czyli około 80%, to czysta iluzja wynikająca z pamięciowego ćwiczenia na dostępnej bazie pytań egzaminacyjnych. Te rażące braki w zakresie wiedzy o prawidłach kodeksowych, obnażają się już w części praktycznej egzaminów i wpływają na jego raczej niską zdawalność. Gorzej gdy ta indolencja przeszkadza w ruchu drogowym i powoduje wiele zagrożeń, które powodują nieświadomie młodzi, niedouczeni kierowcy. Myślę (i obym się mylił), że wiele dopuszczonych do kierowania pojazdami osób, nie ma nawet podstawowej wiedzy o zasadach ruchu drogowego. Nauka na błędach w ruchu drogowym może kosztować bardzo drogo. Dlatego zmiany w zakresie egzaminów teoretycznych idą w dobrym kierunku i tylko szkoda, że tak późno.
Reforma kategorii motocyklowych też jest zasadna i wynika z popularności oraz różnorodności tych pojazdów. Ujeżdżanie potężnych motocykli przez bardzo młodych niedoświadczonych cyklistów lub filigranowe, żądne wrażeń panienki, nie zawsze ma szczęśliwe zakończenie. Proponowane zmiany zweryfikują ich kwalifikacje i możliwości opanowania tych maszyn. Faktem jest, że nie wszystkie szkoły radziły sobie ze szkoleni i sprawdzaniem umiejętności na kartę motorowerową. Obawiam się natomiast zmian w części praktycznej egzaminów na placach egzaminacyjnych. Pamiętam, jak malowaliśmy stanowiska egzaminacyjne w styczniu 2006 r. i nie chciałbym powtórki w styczniu 2013 r.
Skutkiem proponowanych zmian będzie zapewne znaczący spadek zdawalności w zakresie egzaminu teoretycznego, szczególnie bezpośrednio po wprowadzeniu zakładanych modyfikacji. Z czasem ta nowa forma zostanie oswojona i zdawalność pewnie przekroczy 50%. Zdawalność na kategorie motocyklowe obniży się, gdy zniesiona zostanie standardowa jednolita trasa egzaminacyjna. Obecnie nauka jazdy odbywa się w zasadzie wyłącznie na tej wytyczonej trasie i trudno ocenić, jak motocyklista zachowa się w innych nie przećwiczonych na pamięć sytuacjach. Tak bardziej konkretnie o potrzebie dalszych zmian można będzie mówić po otrzymaniu ostatecznego projektu rozporządzenia.
Pytanie: Minister Gowin ogłosił listę zawodów, które znajdą się w projekcie ustawy ułatwiającej dostęp do wielu zawodów. Czy zawód instruktora, który znalazł się na tej liście, powinien - Pana zdaniem - podlegać deregulacji?
Odpowiedź:Poluzowanie wymogów wobec kandydatów na instruktorów uważam za propozycję bardzo niebezpieczną i wręcz niemądrą. Są to przecież nauczyciele przygotowujący ludzi do bardzo odpowiedzialnej roli.
Instruktor to najważniejsza osoba w procesie uzyskiwania uprawnień. Czy chcąc mieć dobrze przygotowanych absolwentów uczelni, należy obniżyć wymogi wobec kadry akademickiej. Czy magister po dwuletnim stażu wyszkoli dobrze kolejnego magistra. Czy dopuszczenie do zawodu instruktorskiego 20-to letniego chłopaka po zawodówce, który używał okazjonalnie samochód ojca - i to mądry pomysł? Już zbieramy efekty urynkowienia segmentu szkoleniowego, gdzie głównym kryterium wyboru OSK stała się nie jakość szkolenia, lecz cena za kurs nauki jazdy. Wiemy też jaki jest poziom szkolenia na kursach kwalifikacyjnych. Jeśli od przyszłego kandydata na instruktora wymagać będziemy przede wszystkim dobrego zdrowia i czystej kartoteki, a dopuścimy do zawodu ludzi bez odpowiedniego wykształcenia, kwalifikacji i doświadczenia, to przysłowie “uczył Marcin Marcina ...” będzie w tym zakresie jak najbardziej adekwatne.
Pytanie:A zawód egzaminatora? Z wykształceniem średnim, z prawem jazdy posiadanym od lat 3? Czy to mogą być wystarczające wymogi?
Odpowiedź:Egzaminatorzy - to elita, którym ustawa o kierujących pojazdami stawia wysokie wymagania. Już obecnie występuje duża “nadwyżka” osób, które zdobyły uprawnienia ogromnym kosztem i nie mają szans na podjęcie pracy w WORD. Na moim biurku leży około 30 podań o zatrudnienie i szanse na ich skuteczność są znikome. Załóżmy, że po zmianach będzie leżało 100 takich podań, a ja będę mógł przyjąć jednego - dwóch rocznie. Czy nie bardziej komfortowa sytuacja byłaby gdybym wybierał z pięciu super przygotowanych kandydatów niż ze stu, o których prawie nic nie wiem. Na kim odbije się weryfikacja umiejętności wybranego egzaminatora? Po trzech latach wątpliwej praktyki w roli kierowcy, ktoś będzie decydował o dopuszczeniu kandydata do ruchu drogowego. To jakaś paranoja i ja na takie projekty patrzę z przerażeniem.
Pytanie:Od kilku tygodni na łamach naszego tygodnika pytamy naszych Czytelników o opinie w sprawie propozycji instruktora z Białegostoku, sprowadzającej się do opracowania i stosowania punktów karnych podczas przeprowadzanego egzaminu na prawo jazdy. Napisał do nas tak: Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy? Dotychczas wypowiadali się przede wszystkim instruktorzy. A jak Pan widzi taką ewentualność?
Odpowiedź:Ocena punktowa egzaminu praktycznego, to żadna nowość. Podobne projekty były już prezentowane, a nawet trafiły do Ministerstwa (projekt Stowarzyszenia Egzaminatorów oraz Stowarzyszenia Dyrektorów WORD).
Ocena punktowa jest z powodzeniem praktykowana w wielu krajach i nic nie stoi na przeszkodzie, aby została wdrożona u nas. Myślę, że ocena byłaby bardziej sprawiedliwa, czytelna i akceptowana przez kandydatów. Obecny system ocen i sam arkusz egzaminacyjny jest dla kandydatów niezbyt przejrzysty i po egzaminie zdarza się, że kandydaci mają wątpliwości. Warunkiem sukcesu tego pomysłu jest przygotowanie właściwego projektu akceptowanego przez wszystkie zainteresowane strony.
Pytanie:Poseł Piontkowski złożył interpelację w sprawie umożliwienia zdawania egzaminu na prawo jazdy także przy użyciu pojazdu szkoleniowego ośrodka szkolenia kierowców. Otrzymał nawet odpowiedź ministerstwa. Na stronie www.prawodrogowe.pl trwa sonda w tej sprawie - wg stanu na 5.3 br. głos oddało 557 osób, w tym 482 osoby za; 69 jest przeciwnych i 6 nie ma zdania. Czyli nie ma tutaj totalnej jednoznaczności. Ja chciałabym poznać Pana zdanie w tej sprawie.
Odpowiedź: Problem zdawania egzaminu praktycznego przy użyciu pojazdu szkoleniowego jest wciąż żywo dyskutowany i gorąco popierany przez wielu szkoleniowców. Pozornie jest to rozwiązanie korzystne dla OSK i kandydatów, bo zniknie problem okresowej wymiany taboru samochodowego po rozstrzygnięciu przetargów w WORD-ach. Kandydaci też byliby zadowoleni, bo zdawaliby na pojeździe znanym ze szkolenia. Ale, czy ktoś zadał sobie trud sprecyzowania konsekwencji takiego rozwiązania? Widzę tu niestety same problemy.
Problem pierwszy - organizacyjny. Kandydata trzeba przywieźć do WORD, a pojazd z instruktorem czeka na jego wylosowanie i rozpoczęcie egzaminu praktycznego. Koszty będą niebagatelne i podbiją cenę kursu, gdyż niektórzy zdają wielokrotnie.
Problem drugi - techniczny. Wyposażenie pojazdu w rejestratory, zabezpieczenie nagrań, ich archiwizacja itp. Dużym problemem będzie też sprawność techniczna pojazdu, którą egzaminator będzie sprawdzał i przy uchybieniach odmówi prowadzenia egzaminu. Wdrożenie organizacyjne takiego systemu przy 150 egzaminach praktycznych dziennie, jest wątpliwe.
Jestem praktykiem i już widzę tabuny Elek czekających godzinami pod WORD-em, uziemionych na całe godziny, przepychających się w kolejce na plac egzaminacyjny instruktorów. Po egzaminie trzeba dostarczyć jeszcze do WORD nagranie, a jeśli nie będzie ono dobre technicznie, to egzamin się powtarza na koszt OSK itp.
Czekałby nas wszystkich horror, z którego autorzy tego pomysłu nie zdają sobie sprawy. Już jeden postulat wprowadzono, a mianowicie; możliwość uczestnictwa instruktorów w egzaminie praktycznym. Przez tyle lat obowiązywania tego przepisu skorzystano z niego w naszym WORD w sumie 28 razy, na prawie 200 tysięcy przeprowadzonych egzaminów.
Czyli coś się komuś wydawało, przepis wprowadzono i jest martwy. Myślę, że podobny los spotka pomysły z podstawianiem pojazdów OSK.
W regionie siedleckim takiego parcia nie czuję i nie sądzę, aby nasze środowisko szkoleniowców chciało realizacji takich pomysłów.
(Fot.: PD@N 420-25)
Andrzej Szóstek, dyrektor WORD w Olsztynie
‹Andrzej Szóstek, dyrektor WORD w Olsztynie
Pytanie:Przede wszystkim interesuje nas Pana ocena projektu rozporządzenia w sprawie egzaminowania? Czy przyszły dokument zmieni w sposób znaczący jakość egzaminowania? Czy przełoży się na poprawienie statystyk tzw. “zdawalności”. I może kilka słów o potrzebie ewentualnych zmian, tak konkretnie.
Odpowiedź:Zmiana sposobu egzaminowania teoretycznego jest oczywista i pilna. Obecny system nie zmusza do poznania pełnego zakresu wiedzy o ruchu drogowym i nie jest w stanie tej wiedzy wyegzekwować. Niezbędne jest również wprowadzenie narzędzi informatycznych uniemożliwiających uzyskiwanie uprawnień przez osoby pozbawione prawa do ich posiadania oraz egzaminowania przez konkretnych egzaminatorów osób bliskich lub powiązanych biznesowo, a przede wszystkim stworzenia nowego, szczelnego i jednolitego systemu egzaminowania we wszystkich wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. Moim zdaniem poprawienie statystyk tzw. “zdawalności” może poprawić jedynie lepsze szkolenie. A to może wymusić w stosunkowo krótkim czasie wyłącznie stymulująca kandydata na kierowcę wysoka cena egzaminu.
Pytanie: Minister Gowin ogłosił listę zawodów, które znajdą się w projekcie ustawy ułatwiającej dostęp do wielu zawodów. Czy zawód instruktora, który znalazł się na tej liście, powinien - Pana zdaniem - podlegać deregulacji?
Odpowiedź:Myślę, że Minister Gowin nie wziął pod uwagę tego, iż instruktor jest nauczycielem pracującym w bardzo trudnych warunkach. Jeśli ten aspekt weźmie się pod uwagę to minimalne średnie wykształcenie staje się absolutnym minimum. Uważam również, że niezmiernie istotna jest tu również praktyka “za kierownicą” - na pewno na wyższym poziomie i to udokumentowana.
Pytanie:A zawód egzaminatora? Z wykształceniem średnim, z prawem jazdy posiadanym od lat 3? Czy to mogą być wystarczające wymogi?
Odpowiedź:Tutaj argumentacja wydaje się podobna do tej dotyczącej instruktora, przy czym w wielu WORD-ach kadra egzaminatorów zaczyna ewoluować w kierunku TUV czy DEKRA. Rzecz w tym, że egzaminator jest również wykładowcą, rzeczoznawcą techniki samochodowej, czy biegłym w zakresie rekonstrukcji wypadków drogowych. I to jest moim zdaniem kierunek w jakim powinny się rozwijać ośrodki ruchu drogowego.
A tak na marginesie to trudno mówić o deregulacji kiedy mamy “nadprodukcję” w tych zawodach. Tylko egzaminatorów wykształciliśmy taką ilość, że około 3000 czeka na pracę, której oczywiście - biorąc pod uwagę nieubłaganą demografię - nie dostaną.
Pytanie:Od kilku tygodni na łamach naszego tygodnika pytamy naszych Czytelników o opinie w sprawie propozycji instruktora z Białegostoku, sprowadzającej się do opracowania i stosowania punktów karnych podczas przeprowadzanego egzaminu na prawo jazdy. Napisał do nas tak: Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy? Dotychczas wypowiadali się przede wszystkim instruktorzy. A jak Pan widzi taką ewentualność?
Odpowiedź: Nie jest to nic odkrywczego. Stowarzyszenie Egzaminatorów przygotowała Projekt Egzaminu Praktycznego – Punktowego i złożyło w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Mam nadzieję, że po wprowadzeniu w styczniu przyszłego roku egzaminu teoretycznego-praktycznego, następnym szybkim krokiem powinno być wprowadzenie podobnego praktycznego.
Pytanie:Poseł Piontkowski złożył interpelację w sprawie umożliwienia zdawania egzaminu na prawo jazdy także przy użyciu pojazdu szkoleniowego ośrodka szkolenia kierowców. Otrzymał nawet odpowiedź ministerstwa. Na stronie www.prawodrogowe.pl trwa sonda w tej sprawie - wg stanu na 5.3 br. głos oddało 557 osób, w tym 482 osoby za; 69 jest przeciwnych i 6 nie ma zdania. Czyli nie ma tutaj totalnej jednoznaczności. Ja chciałabym poznać Pana zdanie w tej sprawie.
Odpowiedź:W obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się system szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców uważam, że jest to niemożliwe. Po pierwsze, word-y w zdecydowanej większości nie byłyby w stanie logistycznie opanować sytuacji, w której do ośrodka przyjeżdża ponad setka samochodów, które trzeba formalnie przejąć (muszą być w dyspozycji). Po drugie w obecnym stanie prawnym nie sposób byłoby zagwarantować właściwy zapis monitoringu przebiegu egzaminów (niezarejestrowany jest nieważny). Po trzecie wreszcie, teraz kiedy word-y wyznaczają standardy techniczne pojazdów często stan techniczny pojazdów ośrodków szkolenia kierowców pozostawia wiele do życzenia (vide kontrola tych pojazdów w Poznaniu). Można sobie wyobrazić jaki byłby ich stan, gdyby ośrodki nie musiały co 4 lata ich wymienić.
Dziękuję za wypowiedź. Rozmawiała Jolanta Michasiewicz
(Fot.: PD@N 420-24)
Krzysztof Tomczak, pełnomocnik dyrektora WORD w Katowicach

^ Krzysztof Tomczak, pełnomocnik dyrektora WORD Katowice ds kontaktu z Starostwami i Ośrodkami Szkolenia Kierowców
Pytanie:Przede wszystkim interesuje nas Pana ocena projektu rozporządzenia w sprawie egzaminowania? Czy przyszły dokument zmieni w sposób znaczący jakość egzaminowania? Czy przełoży się na poprawienie statystyk tzw. “zdawalności”. I może kilka słów o potrzebie ewentualnych zmian, tak konkretnie.
Odpowiedź:Bardzo trudno jest oceniać całościowo projekt rozporządzenia, gdy jeszcze on "nie ostygł", gdy pracuje się jeszcze nad jego szczegółami.
Warto przypomnieć czytelnikom, że poziom zdawalności jest uzależniony od ustalenia poziomu trudności w kryteriach egzaminacyjnych. Próg podstawowych umiejętności oceniany na egzaminie a potrzebnych do bezpiecznej jazdy można ustalić na różnej wysokości. Poziom trudności na egzaminie powinien być jednak ustalany w stosunku do potencjalnych zagrożeń na drodze i stanu bezpieczeństwa na drogach. Jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu niższy niż obecnie poziom umiejętności wystarczał kierowcy do bezpiecznej jazdy. Inne były wówczas zagrożenia na drodze, inne natężenie ruchu oraz inne prędkości poruszania się pojazdem. Liczba stłuczek była mniejsza, nie notowano takiej ilości wypadków ciężkich.
System egzaminowania w części teoretycznej jest obecnie zmieniany w dobrym kierunku. Dotychczas na egzaminy zgłaszały się osoby, które bezbłędnie zaliczyły sprawdzian przed komputerem, nie potrafiły natomiast rozstrzygnąć pierwszeństwa na skrzyżowaniu tłumacząc, że "nie było tego w testach". W ostatnich latach w egzaminach na kategorię B WORD-y notowały 70-80 procentową zdawalność w teorii i zaledwie 30 procent zdawalności w praktyce. Wiele zachowań osób przystępujących do egzaminu praktycznego wskazywało, że ich wiedza z kursu teoretycznego kończyła się na pytaniach egzaminacyjnych. Kierunek na większą bazę pytań, także udzielanie odpowiedzi na podstawie filmów z sytuacjami drogowymi to dobry azymut.
W kryteriach egzaminu praktycznego moje osobiste zastrzeżenia budzi utrzymywana od lat 80-tych zasada "dwa błędy w tym samym zadaniu egzaminacyjnym - wynik negatywny". Na placu manewrowym, po zgaszeniu dwa razy silnika podczas pierwszego ruszenia wystawia się wynik negatywny. Na skrzyżowaniu w podobnej sytuacji - analogicznie - wynik negatywny . Niewielkie przekroczenie dozwolonej prędkości na drodze dwukierunkowej, a następnie to samo na drodze jednokierunkowej nie skutkuje wynikiem negatywnym, ponieważ są to dwa oddzielne zadania egzaminacyjne. Natomiast takie same dwa przekroczenia prędkości na drodze dwukierunkowej lub na drodze jednokierunkowej, czyli w tym samym zadaniu egzaminacyjnym to wynik negatywny. Pora na zmianę tej anachronicznej zasady. Stowarzyszenie Egzaminatorów zaproponowało system, w którym popełniane błędy tabelarycznie podzielono by na błędy małe, średnie, duże i krytyczne, te przerywające egzamin. Do dyskusji pozostaje liczba punktów, powyżej której należy wystawić wynik negatywny. Przy zastosowaniu tej metody oceny mogłaby być ona pogłębiona, egzamin byłby staranniejszy i wskazujący te dobre i te złe umiejętności przyszłego kierowcy. Jednocześnie ocena ta nie byłaby tak surowa i co zatem idzie nie była tak uproszczona.
W dostępnym projekcie rozporządzenia przełamano zasadę podziału szkolenia na nazwijmy to ”podstawowe” i doskonalące technikę jazdy. Dotychczas, bowiem umiejętności wykonywania manewrów obronnych szkolono po uzyskaniu prawa jazdy. Zasada tego podziału przyświecała świadomie czy też nieświadomie przy wprowadzaniu do ustawy o kierujących szkoleń doskonalących dla młodych kierowców w pierwszym roku posiadania prawa jazdy. Zmiana przełamująca tą zasadę ma polegać na wprowadzeniu manewru obronnego omijania awaryjnego na motocyklu podczas egzaminu na prawo jazdy. Wprowadzenie tego manewru do egzaminu będzie musiało spowodować rozszerzenie programu szkolenia kursu podstawowego nie tylko w zajęcia praktyczne w tym zakresie. Kurs teoretyczny trzeba będzie wówczas rozszerzyć o przedstawienie rodzajów manewrów obronnych i porównanie ich skuteczności. Tylko, bowiem po takim wprowadzeniu trudna umiejętność omijania obronnego może być prawidłowo zastosowana. Wprowadzenie manewru obronnego omijania na motocyklu podczas szkolenia podstawnego będzie skutkować niebezpiecznymi wywrotkami. Wywrotki te będą nieuniknione, gdy na skuteczność działania nałoży się jeszcze stres egzaminacyjny. Warto w mojej ocenie jeszcze raz rozważyć czy nie pozostać przy rozdzielności szkolenia podstawowego od szkolenia w zakresie doskonalenia techniki jazdy.
Pytanie: Minister Gowin ogłosił listę zawodów, które znajdą się w projekcie ustawy ułatwiającej dostęp do wielu zawodów. Czy zawód instruktora, który znalazł się na tej liście, powinien - Pana zdaniem - podlegać deregulacji?
Odpowiedź: Deregulacja to dość nośne społecznie hasło, teraz już chyba dość upolitycznione. Ścierają się w tym pomyśle dwie przeciwstawne modele zarządzania państwem. Pierwszy, to uwolnienie gospodarki od blokad administracyjnych i ułatwienie młodym dostępu do zawodów certyfikowanych. Druga opcja jest przeciwstawna pierwszemu modelowi, ciągłe podnoszenie standardów obsługi obywateli i zepchnięcie szarej strefy do narożnika.
Zawód instruktora nie jest łatwy. Od instruktora wymaga się kompetencji merytorycznych, zdolności pedagogicznych, dużej empatii. Sytuacje, w których znajduje się on na drodze często wymagają podwyższonej odporności psychicznej. Pomysł, o którym słyszałem, aby wymagania wstępne do tego zawodu zostały obniżone jest niefortunny. Zniesiony miałby być wymóg średniego wykształcenia a wymóg kwalifikacji do kursu polegający na posiadaniu prawa jazdy skrócono by z trzech do dwóch lat. Średnie wykształcenie jest od dawna powszechne, nie proponujmy tego zawodu osobom, które nie posiadają certyfikatu powszechnie posiadanego wykształcenia.
Dużo można by tu pisać, o jakości szkolenia. Prowadziłem kiedyś warsztaty doskonalące umiejętność czynnych instruktorów. Znaczna część instruktorów uczestniczących w tym seminarium przyznała, że jedyną stosowaną metodą szkolenia praktycznego jest na bieżąco wyjaśnianie popełnionych błędów, niektórzy z nich wykazywali elementarną niewiedzą z metodyki szkolenia. Do dzisiaj na Górnym Śląsku słychać echa TVN-owskiego programu o nauce jazdy, która faktycznie była antynauką. Program ten ciągle może służyć jako przykład jak łatwo można obśmiać pracę instruktorów nauki jazdy. Krytyka jakości szkolenia nie rozwiązuje jednak problemu jakości w branży. Oparcie, jakości szkolenia na dobrze wykwalifikowanej kadrze, dobrze opłacanych szkoleniowcach jest jeszcze daleko przed nami.
Ustawa o kierujących podnosi wymagania wobec zawodów instruktora i egzaminatora. Między innymi rozszerza zakres niekaralności, wprowadza obowiązek dokształcania się w formie zorganizowanej, wprowadza niezbędne okresy pracy instruktorów do uzyskania statusu kwalifikowanego OSK. Propozycje ustawodawcy w kierunku deregulacji zawodów instruktora i egzaminatora idą pod prąd zmianom wynikającym z Ustawy o kierujących. W zasadzie obie te regulacje są sprzeczne wobec siebie.
Pytanie:A zawód egzaminatora? Z wykształceniem średnim, z prawem jazdy posiadanym od lat 3? Czy to mogą być wystarczające wymogi?
Odpowiedź: Przypominam sobie, że przeciętnie ginie na polskich drogach 11 osób i w tym jesteśmy w czołówce Europy licząc liczbę zabitych na współczynnik w proporcji zabitych na 10 tys. mieszkańców. Na dzisiaj nikt nie wskaże czy obniżenie standardów kwalifikacyjnych instruktora i egzaminatora obniży poziom umiejętności młodych kierowców. Przypomnę, że uzasadnieniu ustawy o kierujących zdefiniowano grupę kierowców do 24 roku życia, jako grupę podwyższonego ryzyka. Można domyślać się, że obniżenie progów doświadczenia i wykształcenia ogólnego szkoleniowców umiejętności polskich kierowców nie podniesie, jest natomiast prawdopodobne, że w trybie wchodzenia młodej kadry do pracy tą, jakość szkolenia obniży. Badań na ten temat nie przeprowadzono. Natomiast obniżenie, jakości szkolenia i egzaminowania po proponowanej deregulacji w zawodach związanych z tymi procesami jest wysoce prawdopodobne. Zatem eksperyment? Czy jest to eksperyment na "żywym człowieku?.
Pytanie:Od kilku tygodni na łamach naszego tygodnika pytamy naszych Czytelników o opinie w sprawie propozycji instruktora z Białegostoku, sprowadzającej się do opracowania i stosowania punktów karnych podczas przeprowadzanego egzaminu na prawo jazdy. Napisał do nas tak:, Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za Np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy? Dotychczas wypowiadali się przede wszystkim instruktorzy. A jak Pan widzi taką ewentualność?
Odpowiedź:System nazwijmy to “punktowy” w ocenie kwalifikacji kandydata na kierowcę już istnieje w Europie. Przykładem jest tutaj w Hiszpania. Pomysły w tym modelu zostały juz dopracowane także w innych krajach. System oparty na wyniku negatywnym z powodu "dwukrotnie nieprawidłowo wykonanego zadania egzaminacyjnego” powoduje to, że egzaminowani zbyt szybko uzyskują wynik negatywny popełniając na drodze jedynie proste błędy porządkowe, błędy niezagrażające bezpieczeństwu swojemu i innych uczestników ruchu drogowego. Przyporządkowanie błędów do punktacji i ustawienie ich według czytelnej skali umożliwi oddzielenie błędów porządkowych, błędów bezpieczeństwa i błędów w następstwie, których zachodzi bezpośrednie niebezpieczeństwo. W moim przekonaniu a także odczuciu moich współpracowników - specjalistów z branży pora na zmiany w tym zakresie. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Zespół, który pracuje nad tymi zmianami jest w znacznej liczbie złożony z osób wykonujących zawód egzaminatora, na co dzień, zatem świadomy konieczności zmian w przepisach o egzaminowaniu kandydatów na kierowców.
Pytanie:Poseł Piontkowski złożył interpelację w sprawie umożliwienia zdawania egzaminu na prawo jazdy także przy użyciu pojazdu szkoleniowego ośrodka szkolenia kierowców. Otrzymał nawet odpowiedź ministerstwa. Na stronie www.prawodrogowe.pl trwa sonda w tej sprawie - wg stanu na 5.3 br. głos oddało 557 osób, w tym 482 osoby za; 69 jest przeciwnych i 6 nie ma zdania. Czyli nie ma tutaj totalnej jednoznaczności. Ja chciałabym poznać Pana zdanie w tej sprawie.
Odpowiedź:Nie ulega wątpliwości, że trudniej prowadzi się pojazd, z którego korzysta się po raz pierwszy. Przeprowadzenie egzaminu na pojeździe WORD-u czy OSK nie powinno zmieniać jakości egzaminu. Przeprowadzenie egzaminu przez egzaminatora na pojazdach będących własnością OSK wydłużyłoby jego pracę poprzez konieczność zapoznawania się z pojazdem, sprawdzania stanu technicznego, stosowych dokumentów. W przypadku motocykli, pojazdów ciężarowych czy też autobusów trudno mi sobie wyobrazić pracę egzaminatora na każdorazowo innym egzemplarzu i marce pojazdu. Do tego przekładanie kamer i rejestratorów. Przychylam się jednak do zatrzymania pojazdów egzaminacyjnych w WORD-ach przede wszystkim, dlatego, bo to one ponoszą odpowiedzialność za jakość przeprowadzania egzaminów.
Dziękuję za wypowiedź. Rozmawiała Jolanta Michasiewicz
(Fot.: PD@N 420-28)