ROZMOWA Z TOMASZEM POŁCIEM (zastępcą Głównego Inspektora Transportu Drogowego). Inspektorzy transportu drogowego będą kontrolować coraz większą liczbę pojazdów. Według wytycznych Unii Europejskiej liczba kontroli w ciągu sześciu lat ma wzrosnąć czterokrotnie. Znacznie trudniej będzie także zostać zawodowym kierowcą.
• Generalna Inspekcja Transportu Drogowego przejęła praktycznie kompetencje policji w zakresie kontroli samochodów ciężarowych. Jak sobie z tym radzi?
– Nie jest to proste zadanie, ponieważ zatrudniamy tylko 296 inspektorów, podczas gdy policja na etatach w wydziałach ruchu drogowego ma ponad 6 tys. osób. Mimo to w 2005 roku dokonaliśmy ponad 158 tys. kontroli i niestety prawie co trzecia zakończyła się ukaraniem kierowcy.
• Czy planowane jest zatrudnienie nowych inspektorów?
– Przepisy unijne zmuszają nas do intensyfikacji kontroli, zwiększają nasze kompetencje. Nie może to jednak odbywać się bez współpracy z innymi organami władzy i kontroli. Inspektorzy nie są w stanie sami kontrolować np. paliwa, czyli częstego używania oleju opałowego. Tu musi być współpraca. Także wyszkolenie nowego inspektora nie jest łatwe, trwa ponad pół roku. Planujemy powiększenie naszego stanu osobowego w najbliższym czasie o 60 osób. Dziś mamy obowiązek kontrolować 1 proc. ładunków i samochodów na naszych drogach, ale od 1 stycznia 2008 r. będzie to już 2 proc. Po kolejnych 2 latach liczba kontroli ma wzrosnąć do 3 proc., by w 2012 roku osiągnąć 4 proc. skontrolowanych przewozów.
Wkrótce zmienią się przepisy dotyczące szkolenia kierowców samochodów ciężarowych. Według nowej dyrektywy unijnej kursant będzie musiał przejeździć kilkaset godzin, więc koszt zdobycia prawa jazdy kategorii C, D czy E wzrośnie do kilkunastu tysięcy złotych. Obawiam się jednak, że ten, słuszny z punktu widzenia bezpieczeństwa na drogach, przepis będzie dla polskich przedsiębiorców bardzo kłopotliwy. Jaka firma zdecyduje się na taki wydatek, gdy nie wiadomo, czy jutro jej pracownik nie poszuka pracy za granicą.
• Czy zmiana tego przepisu wynika z obaw UE o poziom kwalifikacji naszych kierowców?
– Nie mamy powodów do wstydu zarówno jeśli chodzi o umiejętności kierowców, jak i stan taboru. I paradoksalnie zawdzięczamy to naszym odpowiednikom, czyli inspektorom w krajach tzw. starej Unii. Kilka lat temu polskie ciężarówki były bowiem kontrolowane bardzo często i bardzo dokładnie. W końcu transportowcy zostali zmuszeni do zbudowania nowoczesnej floty i zatrudnienia najlepszych kierowców. I dziś zbieramy owoce bardzo rygorystycznych kontroli za Odrą.
• Jakie działania są niezbędne, aby kierowcy czuli się bezpiecznie i nie łamali przepisów?
– Na pewno konieczna jest poprawa infrastruktury drogowej i budowa dróg szybkiego ruchu i autostrad. Nie zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że złe drogi, koleiny i dziury to tylko wina drogowców. Koleiny robią przede wszystkim przeładowane samochody ciężarowe, ale my nie zawsze mamy możliwość ich eliminacji. Konieczne jest zbudowanie automatycznych wag na drogach połączonych z fotokomórkami. Dziś mamy ich w kraju zaledwie kilka, ale rozmawiamy z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad o zainstalowaniu ponad 50 kolejnych. Automatyczne wagi oznaczają, że praktycznie każdy przeładowany samochód zostanie sfotografowany, a jego właściciel ukarany. Obecnie mając wagi przenośne możemy badać wybiórczo. Gdy kontrolujemy na danym odcinku drogi jeden samochód, to w tym czasie 100 innych przejeżdża niezauważone.
• Jakie są najczęstsze przewinienia kierowców i firm transportowych?
– Ponad 82 proc. dotyczy przekroczenia czasu pracy lub zbyt krótkiego odpoczynku. Tutaj też można w jakiś sposób wytłumaczyć kierowcę, szczególnie z małej firmy. W naszym kraju nie sposób sobie zaplanować podróży, nigdy nie wiemy, gdzie będą korki, gdzie z powodu wypadku zostanie zamknięta na kilka godzin ulica. A klient wymaga dotrzymania terminów i czasu dostawy, więc łamie przepis o czasie jazdy. My jednak musimy reagować, gdy kierowca jedzie dłużej niż 9 godzin dziennie bez 45-minutowej przerwy po 4,5-godzinnej jeździe lub nie odpoczywa całej doby. Nie chodzi przecież tylko o rygorystyczne przestrzeganie przepisów i chęć karania, ale o bezpieczeństwo kierowców i innych uczestników ruchu. Jest przecież oczywiste, że jeśli trzeźwy kierowca TIR-a na prostym odcinku drogi i przy doskonałych warunkach jazdy wpada na inny samochód lub do rowu, a potem nie potrafi wyjaśnić, dlaczego, to znaczy, że jest przemęczony i zasnął za kierownicą.