^ Jan Zasel – ekspert prawa drogowego, autor książek (red.) (Fot.: PD@N 379-39jm)
W Nr 0378/09/2011 Tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS ukazały się dwie interesujące wypowiedzi na temat procesu kształcenia kierowców: dyrektora MORD w Krakowie pana Marka Dworaka i pana Tomasza Kuchara, właściciela Akademii Bezpiecznej Jazdy.
Pan Marek Dworak zatytułował swą wypowiedź “Jeszcze o niskiej zdawalności”. Trzeba powiedzieć, że jako szef dobrze zorganizowanego i dobrze funkcjonującego WORD widzi dość jasno przyczynę tego zjawiska. Można je w skróceniu nazwać: stronienie od wszelkiej wiedzy, a dążenie wszelkimi uproszczonymi drogami do zdobycia upragnionego dokumentu, jakim jest prawo jazdy. To prawda panie Marku. Prawda ta, niestety, rozciąga się także na inne dziedziny. Oto po rewolucji 89 powstało setki, a może i tysiące szkół wyższych. Sa to szkoły, jak mawiał słynny sołtys Kierdziołek, “Alma Mater Chlapkowiensis”. Aliści młodzieżrunęła do nich tabunami, no bo łatwo zdobyć dyplom, jakikolwiek. Potem się okazuje, że absolwenci tych szkół to tysiączne rzesze bezrobotnych. Tu jednak powstaje bieda dla absolwentów i w zasadzie szkodę ponoszą tylko oni. Gorzej jest z tzw. szkołami kierowców, których po rewolucji powstało także tysiące. Tu absolwent, otrzymawszy prawo jazdy, wsiada za kierownicę szybkiego samochodu i zabija na drodze kogokolwiek się da. Tu, jak mawiał redaktor W. Rosiecki, na drodze trwa wojna o przetrwanie. To też wspomniana przez pana Marka Dworaka “niska zdawalność” jest na dziś jedynym ratunkiem przed wypuszczeniem na drogę ludzi za kierownicą samochodu, których ledwie nauczono jeździć (jeździć, a nie kierować, a to jest zasadnicza różnica) po trasie egzaminacyjnej i z bryków – rozwiązywania słabych testów egzaminacyjnych. Jeżeli Krakowskiemu WORD-owi zarzuca się niską zdawalność, to ja, panie Marku, składam panu – kierującemu pracą ośrodka – serdeczne gratulacje. To może, w jakiejś mierze, powstrzymać wysyłanie do egzaminu przez słabe szkoły kierowców kandydatów nie przygotowanych do kierowania samochodem we współczesnych warunkach ruchu.
Co pana Kuchara to wygląda, że fruwa on dość wysoko w obłokach. Prowadzi Akademię Bezpiecznej Jazdy. Chwała mu za to. Zapewne wypuści kilku dobrze przygotowanych kierowców. Ale jedna jaskółka nie czyni wiosny. Nam potrzebne są, w pierwszym rzędzie, dobre “szkoły podstawowe” które będą nauczały kierowania samochodem na takim poziomie, jaki obserwujemy w szkołach podstawowych krajów cywilizowanych. Akademie zostawmy tym, którzy chcą osiągnąć wyższy stopień wtajemniczenia.
Dla zilustrowania wypowiedzi pana Kuchara zamieszczono fotografię fragmentu ośrodka do ćwiczeń kierowania w warunkach ekstremalnie trudnych w Tesdorf (Austria). Przy tym sugerowanie “A może austriacki system szkolenia” jest nieporozumieniem. Austriacki system to nie Tesdorf. To “szkoła podstawowa”, jak nazwaliśmy ją wyżej, przygotowuje kandydatów na kierowców na odpowiednim poziomie, a do Tesdorfu idą ci, którzy chcą osiągnąć mistrzostwo w kierowaniu. Przy czym o ile u nas “akademii bezpiecznej jazdy” jest zapewne sporo, o tyle Tesdorf jest jeden, ale jaki!!! Oczywiście w Austrii nad nadaniem kierowcy odpowiedniej sylwetki czuwa Automobilklub. Naturalnie nie umniejsza to roli właściwych organów państwa. Państwo musiało sfinansować koszty budowy ośrodka Tesdorf. Musiało wyjść z założenia, że jest to inwestycja, która błyskawicznie się spłaci. Przypomnijmy, że “koszt” jednej osoby zabitej to kilka milionów zł. Jak więc wielkie straty ponosimy jeżeli na naszych drogach ginie co roku ponad 5 000 osób, a rannych pozostaje kilkadziesiąt tysięcy.
Moją wypowiedź pragnę zakończyć apelem:
1) doprowadźmy do tego, ażeby nasze “szkoły podstawowe kierowców” prowadziły nauczanie na takim poziomie, który daje absolwentowi szanse kierowania samochodem sposób sprawny i bezpieczny; wyeliminujmy pseudo szkoły; tu jednak bieda w tym, że nie wiadomo do kogo zaadresować ten apel,
2) doprowadźmy do tego, ażeby zdawalność była tą tamą, która eliminuje kandydatów nie przygotowanych do kierowania samochodem we współczesnych warunkach ruchu.
Wydaje się, że adresatem tego apelu mogłoby być Ministerstwo Infrastruktury.
Jan Zasel