W kolejne tygodnie publikujemy wypowiedzi Jana Zasela - eksperta prawa drogowego - oraznaszych Czytelników. Autor przywołuje ubiegłoroczny wyrok sądu za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, skazujący zarówno kandydata na kierowcę jak i instruktora nauki jazdy. Powołując się na swoje wieloletnie doświadczenia Zasel analizuje zdarzenie od strony rzeczowej, powołuje tu termin sztuka kierowania. Słowem sztuka określa się poziom opanowania wiadomości i umiejętności, a więc wiedzy w jakiejś dziedzinie, w stopniu gwarantującym sprawne i bezpieczne wykonywanie tych czynności – pisze. Surowo oceniony został proces edukacji przyszłych kierowców. W skróceniu polega on na tym, że adept sztuki kierowania, po wysłuchaniu paru lekcji teoretycznych, najczęściej ograniczonych do wiadomości o znakach i sygnałach drogowych, jest wysyłany, pod nadzorem instruktora, do wykonywania ćwiczeń na drodze publicznej. Nazywa się to nauką jazdy. Nie jest to tożsame z nauką kierowania – taka notę otrzymała szkoła z Rzeczycy.
Dzisiaj kolejne wypowiedzi, doświadczonych instruktorów, którzy apelują o dbałość o podnoszenie jakości szkolenia. Oto one:
MAREK: Wywód pana Jana dość długi i rzeczowy, dla mnie wniosek jeden to co stare [ujęte w pierwszej części] to dobre, przypominam, że kombinowanie przy ustawach zaczęło się za Buzka i psuto ile się da. I właśnie w drugiej części to przedstawił pan Jan. Ja jestem praktykiem z długo letnim doświadczeniem i żeby coś osiągnąć trzeba być konsekwentnym, i po pierwsze wszyscy młodzi kierowcy do lat 26 są niebezpieczni [dokumentuje się to wyższą składką ubezpieczeniową], to proszę zadać sobie pytanie jak określić auto nauki jazdy gdzie instruktor ma lat 22 a kursant 18 [dla mnie to po prostu BOMBA DROGOWA] tak samo dotyczy to egzaminatorów [dla mnie egzaminator powinien siedzieć z tyłu i oceniać umiejętności zdającego, a nie pilnować czy dojedzie cały do ośrodka egzaminowania] i na koniec czy to się komuś podoba czy nie KIEROWCA TO ZAWÓD, dlatego wróćmy do tego co było czyli oceniajmy umiejętności, a nie wykształcenie. Dlatego powinno się wymagać co najmniej 5 lat pracy zawodowego kierowcy, a od egzaminatora co najmniej 10 lat pracy za instruktora i wtedy egzaminator będzie fachowcem i instruktor także.
TEMP: Drodzy Państwo, koledzy Instruktorzy! Jestem kierowcą niezawodowym z 15-letnim stażem, od zeszłego roku również instruktorem. Dotychczas zajmuję się jedynie wykładami (taki miałem "plan"), ale już mogę coś powiedzieć z mojego skromnego punktu widzenia. Otóż po pierwsze, choć nie wiem, jakbym się starał w ciekawy sposób prowadzić swoje wykłady, to prawda jest taka, że kursant może nie przyjść ani na jedną lekcję teoretyczną, a teorię zdać bezbłędnie. Utajnienie bazy pytań byłoby z pewnością utrudnieniem, ale czy wyobrażacie sobie w ruchu drogowym sytuację, że na podjęcie 18 decyzji macie 25 minut, z czego bez żadnych konsekwencji dwa razy możecie się pomylić? A przecież dokładnie tak wyglądają dziś egzaminy teoretyczne na prawo jazdy! Dlatego uważam, że przede wszystkim należałoby wprowadzić istniejący już pomysł, aby na teorii w WORD-zie zdający miał symulowane w czasie rzeczywistym sytuacje na drodze i miał chwilę - jak w rzeczywistości - na podjęcie prawidłowej decyzji, a błąd np. w ustaleniu pierwszeństwa przejazdu natychmiast kończył egzamin z wynikiem negatywnym. Po drugie, popieram pomysł, który pojawił się we wcześniejszych komentarzach, aby wprowadzić urzędową, minimalną cenę za kurs na prawo jazdy. I nie obchodzi mnie swoboda wolnorynkowa, bo tam, gdzie w grę wchodzi wręcz narodowe bezpieczeństwo (co roku przez sito WORD-ów przebija się jednak armia początkujących, słabo przygotowanych kierowców), priorytetem nie może być wolna konkurencja. Oczywiście, cena ta powinna uwzględniać możliwość rzetelnego wyszkolenia kursanta bez żadnych półśrodków, a wtedy tych, którzy mimo wszystko będą stosować takie zabiegi, mechanizmy konkurencji same wypchną na margines. Te dwa pomysły nie uzdrowią całego systemu szkolenia i egzaminowania, ale uważam, że mogą walnie przyczynić się do urealnienia koncepcji egzaminowania teoretycznego i pozwolić porządnym szkołom na skoncentrowanie się nad rzetelnym uczeniem, a nie ekonomiczną walką z OSK - "krzakami"...
RADOSŁAW: Proces zmian na rynku szkolenia kierowców przebiegał będzie wolno z prozaicznej przyczyny - kasa. Dopóki na niej będzie głównie zależeć stosownym instytucjom (WORD'y, ale nie tylko) dopóty nie będzie bezpiecznych kierowców. Wystarczy by zacząć egzaminować niezbędne umiejętności kandydatów ("myślenie kierowcy") a nie doszukiwać się na siłę błędów bo do poznańskiego word'u przyszło pismo z Warszawy o treści: "dlaczego u was tak wysoka zdawalność". I to wystarczy, aby kasować zdeterminowanych kandydatów a nie uczyć. Radosław