Andrzej Szóstek, dyrektor WORD RC BRD w Olsztynie
Testy obecne mają dwa zasadnicze mankamenty. Po pierwsze, jest ich ograniczona ilość i tym samym można je opanować pamięciowo. Efekt jest taki, że zdecydowana większość kandydatów na kierowców nie stara się zapoznać z obowiązującymi przepisami o ruchu drogowym, a uczy się testów. Siłą rzeczy ich widza jest ograniczona. Po drugie, odpowiedzi w testach wielokrotnego wyboru (jak obecnie) często różnią się niuansami, które zmuszają do dokładnej ich analizy. Obejściem tego problemu staje się oczywiście “wykucie” odpowiedzi na pamięć.
Wadą obecnego egzaminu teoretycznego jest również to, że można do pytania wrócić, czego oczywiście “w realu” wykonać się nie da.
Nowy system wydaje się być tych mankamentów pozbawiony. Odpowiedzi są jednoznaczne a więc prostsze i w tej sytuacji można ich w teście umieścić więcej. Ograniczona ilość czasu na odpowiedź, jak również brak możliwości poprawienia spowodują, że wiedza egzaminowanego powinna być odpowiednia. Zwiększająca się ilość pytań w bazie spowoduje, że opanowanie pamięciowe tej bazy będzie niemożliwe. I w taki oto sposób osiągniemy to co do tej pory było niemożliwe a mianowicie że będziemy się uczyć przepisów a nie testów.
Czy będzie trudniej? Myślę, że nie. Uważam, że przy dostatecznym opanowaniu materiału egzamin powinien być łatwiejszy, poprzez jednoznaczność i konkretność zarówno pytań jak i odpowiedzi. Pewnie na początku stosowania nowego systemu zdawalność się obniży – tak bywa ze wszystkimi nowinkami. Myślę jednak, że w krótkim czasie osiągnie co najmniej poziom obecny, a jakość wiedzy egzaminowanych będzie bez porównania lepsza.
Andrzej Szóstek
Jan Zasel, ekspert prawa drogowego
W Nr 0402/33/2011 Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS przeczytałem bardzo interesujący wywiad z panią Izabellą Mitraszewską na temat nowego systemu egzaminu kandydatów na kierowców, który to wywiad nawiązuje do niedawno wydanej ustawy o kierujących pojazdami.
Co do egzaminu. Jak wynika z opisu będzie to ogromny zbiór testów egzaminacyjnych choć nie wynika z tego, czy stwarzają one szanse na zorientowanie się, czy kandydat rozumie przepisy ruchu drogowego i umie je stosować, czy też tylko zna ich formalne brzmienie, co odzwierciedlały stosowane dotąd testy. Zdaję sobie sprawę, że opracowanie tego rodzaju testów nie jest łatwe, ale warto podjąć próbę albowiem płytkie egzaminowanie powoduje, że i nauczanie jest takie same.
Co do ustawy o kierujących pojazdami. Mamy kolejny przykład bubla prawnego. Nie w tym sensie, że zawiera ona rzeczy głupie. Po prostu, ten potężny objętościowo akt prawny dowodzi, że zbliżająca się do miliona rzesza urzędników administracji państwowej tworzy niemożliwy do opanowania przez przeciętnego człowieka system prawa. Powinien ten akt być ograniczony do kilkunastu artykułów. Natomiast szczegóły powinny być opracowane na poziomie programów kształcenia i egzaminowania.
Jeśli chodzi o zawartość merytoryczną tego aktu, właściwie niczego nowego on nie wnosi. Nadal środkiem do kształcenia poczucia dynamiki pojazdu jest plac manewrowy, którego zasięg ogranicza się do sprawdzenia, czy kandydat umie zaparkować pojazd, zaś w przypadku motocykla – czy kandydat nie przewróci się podczas wykonywania przysłowiowej ósemki. A więc nadal tkwimy na poziomie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. A świat cywilizowany poszedł już znacznie dalej.
W części ustawy o “dokształcaniu” kierowców są bardzo interesujące sformułowania: 1) prowadzenie praktycznego szkolenia w zakresie zagrożeń w ruchu drogowym i 2) doskonalenie techniki jazdy. Konia z rzędem temu nauczycielowi, który powie, co się za tymi sformułowaniami kryje chyba, że zagrożeniem są kierowcy wyszkoleni i przeegzaminowani w trybie tej ustawy.
Jan Zasel
(Fot.: PD@N 403-46jm oraz 47)