Policja nie może karać kierowców, jeśli zdjęcie z fotoradaru jest niewyraźne i nie można jednoznacznie stwierdzić, kto kierował autem. Tak zdecydował sąd, do którego odwołała się ukarana mandatem kobieta. Nie wiedziała, kto siedział wtedy za kierownicą. Wygrała proces. Policjant pokazywał właścicielowi zamazane zdjęcie z fotoradaru i pytał: kto to? Kierowca mówił, że nie wie. Policjant wlepiał mu mandat bez punktów karnych. Teoretycznie wszyscy byli zadowoleni. Władza dostawała 500 zł, a kierowca miał czyste konto. Adriana W. z Kościerzyny odwołała się od decyzji straży miejskiej do sądu rejonowego. Zarzuciła funkcjonariuszom, że nie może zostać ukarana tylko za to, że nie wiedziała, kto prowadzi jej samochód. Z auta korzystał jej mąż i pracownik firmy. Po rozpoznaniu sprawy sąd uchylił mandat. – Nie można w takim przypadku mówić o odpowiedzialności właściciela pojazdu za wykroczenie drogowe – uzasadnia swoje postanowienie sędzia Krystyna Szulc z sądu w Kościerzynie. W ocenie sądu prowadziłoby to do niedopuszczalnego samoobwinienia i naruszenia wszelkich uprawnień procesowych służących samoobronie. Podobne orzeczenia zapadły w sądach rejonowych w Zamościu i Tczewie. Sędziowie zarzucili funkcjonariuszom, że nie tylko ukarali kierowców za czyn, który nie jest wykroczeniem, lecz także nie mieli do tego podstawy prawnej. Policja się broni. Komisarz Adam Jasiński z Komendy Głównej Policji twierdzi, że właściciel samochodu powinien pamiętać, komu go powierza. Powinien też wskazać kierującego na żądanie policji. Powinien, ale sąd nie widzi w tym podstawy do ukarania. Właściciele samochodów nie będą już odpowiadać za wykroczenia popełnione ich samochodem – podsumowuje “Dziennik”.