Po dwóch latach walki przed Sądem Najwyższym w Edynburgu zwycięstwo polskiego kierowcy, pracującego w Szkocji jako kierowca autobusu szkolnego (w Polsce przez 30 lat instruktor nauki jazdy). Jeremiasz Kosiński stał się ofiarą łapanki szkockiej policji. Funkcjonariusze zakwestionowali ważność OC i odebrali Polakowi samochód. Jego sprawa tworzy precedens. I wywoła lawinę pozwów podobnie skrzywdzonych obcokrajowców - oceniają komentatorzy. Sądy niższych instancji uznały Polaka winnym prowadzenia samochodu bez ważnego ubezpieczenia. Sąd Najwyższy w Edynburgu unieważnił te wyroki. Sąd zakończył rozprawę Jeremiasza Kosińskiego uniewinniając go - potwierdza Ian Horne, referent Sądu Najwyższego w Edynburgu. - Jestem wzruszony, nie mogę uwierzyć, że to wreszcie się skończyło - wyznaje w rozmowie z tvn24.pl Jeremiasz Kosiński. - Sędziowie uznali, że dowody mojej niewinności są niepodważalne i nie ma potrzeby przedłużać tej sprawy - dodaje. - Postawa Kosińskiego jest inspirująca – komentuje wyrok Janusz Młynarski, redaktor naczelny polonijnego tygodnika “The Polish Observer”. - Człowiek przekonany o swojej niewinności walczył z obcą biurokracją i kolejnymi sądami. I to bez znajomości języka angielskiego. Polscy emigranci często poddają się, rezygnują z dochodzenia swoich praw. A Kosińskiemu starczyło sił i odwagi - dodaje. Jak tłumaczy Młynarski, werdykt ws. Polaka stworzył precedens w brytyjskim prawie. - To wywoła lawinę pozwów poszkodowanych w podobny sposób obcokrajowców. Ich skala jest nieznana, ale mówi się o tysiącach osób - ocenia Młynarski. O precedensie pisali do Sądu Najwyższego prawnicy Szkockiej Komisji ds. Rewidowania Spraw Karnych (SCCRC - Scottish Criminal Cases Review Commission). Działania policji i prokuratury nazwali "dyskryminacją". - Nie zostawię tego. Wyrok Sądu Najwyższego pozwala mi zaskarżyć policję w Obam i prokuraturę. Skorzystam z tego - wyznaje Kosiński. - Czuję się pokrzywdzony - dodaje Polak.
14 stycznia 2008 roku Polak został zatrzymany do rutynowej kontroli drogowej. Nie przekroczył prędkości, miał zapięte pasy i włączone światła. Samochód, który trzy miesiące wcześniej sprowadził na Wyspy, jeździł na polskich tablicach rejestracyjnych. – Policjanci zakwestionowali ważność mojego ubezpieczenia OC. Stwierdzili, że firma PZU nie istnieje w szkockim rejestrze firm ubezpieczeniowych - mówi. - Zarekwirowano mi samochód. Policja przetrzymała mnie przez kilka godzin w radiowozie, w centrum miasta, w pobliżu przystanku autobusowego, gdzie gromadzili się ludzie. Ci sami, których na co dzień woziłem - wyznaje. Odmówiłem przyjęcia mandatu, a sprawa trafiła do sądu w Oban - dodaje. - Anulowano mi wprawdzie grzywnę, ale do akt wpisano “karany”. To mogłoby uniemożliwić mi powrót do zawodu instruktora jazdy - mówi Polak. Samochód trafił na policyjny parking i został sprzedany jeszcze przez orzeczeniem sądu drugiej instancji. - Cieszę się, że znowu jestem człowiekiem niekaranym. Mam nadzieję, że teraz będzie większa przejrzystość w temacie stałego zamieszkania obcokrajowców i czasowego przywozu pojazdów - mówi Kosiński.