Szefowie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Bydgoszczy chcą zmian w przepisach szkolenia kierowców. Uważają, że 30 godzin szkolenia praktycznego w szkołach jazdy to zbyt mało. Ich zdaniem młodzi kierowcy są słabo przygotowani do egzaminów praktycznych. Sami kursanci przyznają im rację. Z takim postulatem występują do Ministerstwa Infrastruktury szefowie wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Tadeusz Kondrusiewicz szef bydgoskiego WORD-u mówi, że 40 godzin zamiast 30 to konieczność. Dodaje, że przyszłe zmiany muszą być ustawowe - donosi Onet.pl. Takiego newsa otrzymaliście Państwo w jednym z poprzednich numerów naszego serwisu, poprosiliśmy o wypowiedzi, oto dalsze:
-Marek Bajor - Przy obecnym systemie egzaminowania, można jeździć i 100 godzin na nauce jazdy, a efekt będzie mizerny. Uczy się jazdy pod konkretny ośrodek egzaminacyjny, czy wręcz pod egzaminatora, a nic z życia praktycznego. Żona dwa lata temu poszła na kurs i uważam, że są to pieniądze wyrzucone w błoto. Dzisiaj na kursie nie uczą takich rzeczy jak sposoby kręcenia kierownicą, jak zatankować samochód, zmiany biegów itp. Najważniejsze to, żeby ośrodek szkolący przyjął jak najwięcej kursantów, a potem padają stwierdzenia, że trzeba sobie godzin dokupić. Ja mam prawo jazdy od 21 lat i jak pamiętam naukę rozpoczynało się od trenażera, potem plac i manewry a dopiero później jazda po drodze. Dzisiaj czegoś takiego nie ma. Może pora wrócić do starych, sprawdzonych sposobów nauczania? Poznać choć trochę zasady budowy pojazdu, a jak ktoś nie zdaje egzaminu, tzn., że winę ponosi ośrodek nauki jazdy, a nie kursant.
- Jerzy Wasilewski - Marek Bajor - Przy obecnym systemie egzaminowania, można jeździć i 100 godzin na nauce jazdy, a efekt będzie mizerny. Uczy się jazdy pod konkretny ośrodek egzaminacyjny, czy wręcz pod egzaminatora, a nic z życia praktycznego. Żona dwa lata temu poszła na kurs i uważam, że są to pieniądze wyrzucone w błoto.
1. Kolego masz racje egzamin powinien odbyć się po ukończonym kursie (1 dzień lub dwa w obecności instruktora lub przedstawiciela OSK)
2. Gdzie znalazłeś taki ośrodek to wynalazek a nie OSK. Ucząc kursanta przez 30 godzin mam czas przerobić kaprysy egzaminatorów i nauczyć jeździć łącznie z poznaniem budowy samochodu.
3. OSK ma obowiązek pouczyć kursantów, że mają prawo zmienić instruktora jak i OSK bez podania przyczyn.
4. Egzamin natychmiast po ukończeniu kursu i obecność przedstawiciela OSK - recepta na dobrą zdawalność. A takie wynalazki przestaną istnieć bo nie zwalą odpowiedzialności na terminy egzaminów.
Z poważaniem Jurek
- Basiek Czyżyk - Jak w każdym zawodzie są fachowcy i partacze. Są tacy, którym zależy na dobrym wyszkoleniu kursanta i tacy, którzy liczą pieniądze. Zanim posłał Pan żonę na kurs należało sprawdzić szkołę. Instruktor nie może ponosić odpowiedzialności za to, że kursant nie radzi sobie ze stresem egzaminu. Ci, którzy zdają za pierwszym razem a są tacy, z reguły przejeżdżają 50 godzin. Taki powinien być czas szkolenia.
- Adam T.- Statystyka rzecz piękna szkoda, że niektórzy chcą podpierać nią dowolne wnioski. To, że ktoś ucząc się jeździć przez 50 godzin i zdał za pierwszym razem nie przeszkadza temu, że ktoś inny uczył się godzin 100 i nie zdał mimo, że podchodzi teraz po raz siódmy do egzaminu. A są i tacy, którzy doskonale jeżdżą zanim zaczęli szkolenie. Wydaje mi się, że bardzo lubimy szukać panaceum (lek na wszelkie bolączki). Pragnę zauważyć, że panaceum nie istnieje, co inni dawno udowodnili. Podwyższanie limitu obowiązkowego szkolenia praktycznego wydaje się niektórym takim właśnie panaceum. Wcześniej napisałem co to spowoduje. Obym się mylił, ale spowoduje to tylko dalsze obniżenie poziomu szkolenia. Dziwne, ale do tej pory instruktorzy nie zauważają błędów w aktualnym rozporządzeniu dotyczącym szkolenia kierowców. I to tak ważnych jak np. tego, że i na egzaminie wewnętrznym i na państwowym ocenia się wykonanie zadań egzaminacyjnych, a wyniki wpisuje się w Arkusz przebiegu egzaminu. Problem w tym, że na Arkuszu jedna pozycja to nawet 3 zadania egzaminacyjne, a są podane też pozycje, które nie są zadaniami egzaminacyjnymi. Dziwne, że w komentarzach postuluje się obecność instruktora na egzaminie państwowym. Czyżby autor nie wiedział, że instruktor ma takie prawo? Aż nasuwa się pytanie: skoro tego nie wie to jak jest z innymi wiadomościami? Dziwne, że do tej pory część WORD-ów nie jest w stanie dotrzymać obowiązkowego terminu 30 dni na przeprowadzenie egzaminu. Pytanie: co na to nadzór? Dziwne, że dużo osób przystępujących do egzaminu ma problemy z egzaminem teoretycznym, a na praktycznym sprawdzenie 4 płynów to katastrofa. Na drogach już nas wcale nie dziwi nie przestrzeganie przepisów, no nie? Nie dziwi nas zła organizacja ruchu. Nie dziwią częste zmiany przepisów, nawet nonsensowne, jak te zmiany wokół zielonej strzałki zezwalającej na skręt warunkowy. Dobrze, że są OSK i instruktorzy, którzy starają się dobrze, skutecznie uczyć. To ciężka, odpowiedzialna praca. Pozdrowienia.