Dziewięcioma latami więzienia i dożywotnim zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów ukarał sąd Krzysztofa T., który potrącił autem trzech rowerzystów - dwóch śmiertelnie - a potem uciekł, aby zacierać ślady. - Kierowca nie ma prawa odjechać z miejsca wypadku, jeśli sam nie kona - grzmiał sędzia - Nawet jak przejedzie się psa, należy się zatrzymać. Kiedy spowoduje stłuczkę - mamy taki obowiązek. A co dopiero, gdy potrąci się człowieka! Przepisy nakazują surowo karać za samą ucieczkę z miejsca wypadku i to jest właściwy punkt spojrzenia na tę sprawę - uzasadniał wyrok sędzia Tomasz Łętowski. Mówił tak, bo działania obrońcy Krzysztofa T., adwokata Dariusza Kłosa, sugerowały, że jej sedno leży gdzie indziej - relacjonuje “Gazeta pl Toruń”. Sprawca wypadku był już wielokrotnie karany za jazdę po pijanemu, a w chwili wypadku prowadził swojego volkswagena golfa bez uprawnień. Po zdarzeniu kierowca uciekł, albowiem jakowy: przeraził się tego, co się stało w kontekście dotychczasowego życia. To oczywiście naganne, ale takie zdarzenie powoduje wielki stres i niekontrolowane zachowania - tłumaczył go adwokat. Przewodniczący składu orzekającego zapytał: - Jak będąc młodym kierowcą, jadącym ostrożnie sprawnym samochodem można potrącić naraz aż trzech rowerzystów? Zwłaszcza, gdy nie jechali oni środkiem drogi i nie trzymali się za ręce, lecz poruszali się w kolumnie. Sędzia Łętowski szczególnie zaakcentował, że w żaden sposób nie przyczynili się oni do wypadku. - To absolutne nadużycie - powiedział. - Cóż, że mieli stare rowery. Cóż, że ich kamizelki były zużyte jak te jednoślady? Ważne, że były zdatne do użytku. Przepisy nie nakazują wyjeżdżającemu na drogę być młodym, mieć piękny drogi rower i kamizelkę z bajerami za 100 zł. Zgodził się tylko z obrońcą, że same bicykle nie były "najlepiej oświetlone". Jednak po chwili nie zostawił suchej nitki na jego tezie o tym, że wpływ na tragedię miały warunki atmosferyczne. - Były rzeczywiście trudne - przyznał. - Ale czy jeśli sypie śnieg i jest mgła, to kierowca nie ponosi odpowiedzialności za to, co robi na drodze? To absurd. Wręcz przeciwnie, im trudniejsze warunki, tym wymagania są większe. Trzeba jechać wolniej. A czasami nawet zatrzymać się, gdy np. podczas ulewy widoczność spada do zera. Na koniec sędzia omówił kwestię wysokości wyroku, bo prokuratura zażądała dla Krzysztofa T. aż 12 lat więzienia, czyli maksymalnej kary, jaką za przypisane mu przestępstwo przewiduje kodeks. - Taka mogłaby zapaść tylko dla kierowcy pijanego - oburzył się na to mecenas Kłos. Zdaniem przewodniczącego nie bez racji, bo wniosek oskarżenia miał błąd logiczny. Śledczy uznali bowiem, że 34-latek nieumyślnie naruszył zasady ruchu drogowego - nie zachował ostrożności przy wyprzedzaniu cyklistów i nie dostosował prędkości do warunków (choć jak stwierdził sąd, "nie była ona zawrotna", bo ok. 50 km na godz.). A jeśli tak, to dlaczego żądają dla niego maksymalnej możliwej kary? I jaką dać temu, kto umyślnie łamie przepisy? - 9 lat więzienia to nie jest mało - stwierdził sędzia, tłumacząc, że przy wypadku ze skutkiem śmiertelnym sąd może skazać sprawcę na więcej niż 8 lat odsiadki tylko wtedy, gdy był on pijany, pod wpływem narkotyków lub uciekł.