
(Fot.: PD@N 412-2jm)
Radni powiatu gdańskiego, podjęli trudną decyzję i opatrzyli podatkiem przydrożne krzyże. Uchwalona decyzja pozwala pobierać opłaty za krzyże – stawka dzienna podatku – 1 zł za metr kwadratowy. Zapłata jest automatyczną przesłanką do podjęcia czynności dla legalizacji obiektu. Starosta gdański wydał już oświadczenie, w którym tłumaczy, że nie jest przeciwnikiem krzyża i nie zamierza żadnego usuwać. - Chodzi o to, by była możliwość legalnego postawienia. Jeśli wniosek z mapką terenu wpłynie i krzyż nie będzie powodował zagrożenia, wydamy zgodę. A jeśli decyzja będzie odmowna, to obywatel może się od niej odwołać.
Przydrożne krzyże to znany w Polsce obrazek stojących w pasie drogi krzyży, a często też małych pomników. Najczęściej stoją tam bez zgody. Dziennikarze “Gazety pl” zapytali czy mogą stwarzać niebezpieczne sytuacje. - Te zawieszone na drzewach nie, ale ustawione obok drogi już mogą pogarszać widoczność - ocenia Janusz Staniszewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego pomorskiej policji. - Słyszałem opinie, że działają jako przestroga dla kierowców, ale to dotyczy chyba wąskiego grona osób, które znają okoliczności danego wypadku. - Z roku na rok krzyży przybywa - mówi Aleksander Skrzypiński z Fundacji Pomocy Ofiarom Wypadków. - Możemy już mówić o zwyczaju polegającym na znakowaniu miejsca, w którym utracono bliską osobę. - Krzyż nie jest związany z drogą i nie powinien się pojawić w jej pasie - tłumaczy Karolina Gałecka z Zarządu Dróg Miejskich. Warszawski samorząd jako jeden z nielicznych prezentuje jasne stanowisko. Bezskuteczną próbę usunięcia krzyży podjęto w Bydgoszczy. Podobny problem mają Węgry, tam Zarząd Dróg i Autostrad usunął kilka tysięcy krzyży, uznając je za obiekty rozpraszające uwagę kierowców.