Legislacja

Punkty karne na egzaminie - mówią szkoleniowcy, zapytamy egzaminatorów

19 lutego 2012

Kolejny interesujący wątek dyskusji środowiska szkoleniowców i egzaminatorów to zdecydowanie interesująca propozycja opracowania i stosowania podczas egzaminu na prawo jazdy systemu punktów karnych. Otrzymaliśmy następujący list od Stefana Rzońcy z Białegostoku: Witam. Mnie tez nie podoba się obecny sposób oceny na egzaminie państwowym. Kandydat wykonuje poprawnie kolejne zadania w czasie 30 minut i nagle popełnia błąd najechania podwójnej linii. Następuje przerwanie egzaminu. To tak jakbym jechał swoim autem z Warszawy do Białegostoku i tuż przed domem przejechał czerwony sygnał z warunkowym skrętem w prawo bez obowiązkowego zatrzymania pojazdu. Patrolujący policjant zamiast mandatu zatrzymałby mi prawo jazdy. Koniec. Tak wygląda moim zdaniem egzamin. Co zmieniłbym? Ocena kandydata powinna polegać na przyznawaniu punktów za wszystkie zadania podczas jazdy egzaminacyjnej: dodatnich za poprawne i ujemnych za negatywne. Trzeba tylko mądrze przypisać ile punktów dodatnich za odpowiedni manewr a ile ujemnych za np.: brak zatrzymania na znaku STOP. Kandydat musiałby uzyskać 3/4 punktów dodatnich podczas przejazdu na całej trasie. Czy taki sposób podoba się kolegom z branży? Co na to egzaminatorzy? Pozdrawiam wszystkich Stefan z Białegostoku.

Dzisiaj poniżej wypowiedzi, naszych Czytelników. Poczyniliśmy w nich podkreślenia dla czytelności wielu interesujących konkretów. W przyszłym tygodniu poprosimy o zdanie egzaminatorów.

Zachęcamy do lektury, co myślicie Państwo o tych propozycjach i ocenach. Piszcie - e-mail: tygodnik@prawodrogowe.pl

Krzysztof Szymański (przewodniczący PFSSK, OSK “AUTO-BIS” Tomaszów Maz.): Witam. Kolega Stefan z Białegostoku - którego znam osobiście, przypomnę, że w jednym z konkursów "Instruktor Roku" w Bełchatowie najlepszy z przepisów - ma rację. System oceny na egzaminach powinien być punktowany. Przy obecnym systemie zbyt często egzamin jest przerywany. W rzeczywistości to nie ma żadnego zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale zgodnie z prawem egzaminator musi egzamin przerwać. Jak często egzamin jest przerywany, to widać po pojazdach, którymi wracają do WORD-u egzaminatorzy. Widok ten bardzo źle wpływa na psychikę oczekujących na egzamin. A czy musimy w ten sposób wywoływać stres? Temat do przemyślenia. Wiem, że wśród egzaminatorów o systemie punktowym się mówi. Publiczna dyskusja popierająca takie rozwiązanie być może przyspieszy prace w tym kierunku. Pozdrawiam.

Bogdan Sarna (OSK “SARBO” Warszawa): Sposób egzaminowania i oceny z pewnością wymaga pewnych reform, bo Polacy nie są mniej zdolnym narodem od innych nacji. Program szkolenia mamy bardziej rozbudowany niż w Niemczech, Belgii, Francji i innych krajach europejskich, więc dlaczego u nas jest tak niska zdawalność? No właśnie, otoczka jaka towarzyszy zdawaniu egzaminu, trudności z tym związane paraliżują każdego człowieka. Strach odbiera rozum i to jest główna przyczyna niepowodzeń.

W nawiązaniu do wypowiedzi kolegi Stefana z Białegostoku, że ,,należałoby wprowadzić punktowy system oceny egzaminu” uważam, że jest to dobry pomysł, odpowiednie wyskalowanie poszczególnych poczynań kursanta i po egzaminie ich zsumowanie. Obecna instrukcja egzaminowania mówi, że ,,parkowanie prostopadłe lub skośne-wjazd przodem wyjazd tyłem (możliwa jedna korekta toru jazdy)”, ,,Parkowanie równoległe - możliwa jedna korekta toru jazdy a pojazd nie może najechać na krawężnik; kolejny manewr, przy zawracaniu wykonanie nie więcej niż 3 zmiany kierunku ruchu itp. Jakie to jest zagrożenie bezpieczeństwa jeżeli osoba zdająca nie zmieści się w tych normach? W realnych warunkach, konsekwencją braku tych umiejętności, będzie obtarty zderzak czy felga, za które trzeba będzie zapłacić i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie parkował w trudnym miejscu tylko poszuka łatwiejszego. Przy systemie punktowym osoba zdająca, za nieprawidłowe wykonanie pewnych manewrów nie dostałaby punktów, ale być może ich odpowiednią ilość zdobyłaby na mieście, także plac nie przekreślałby wyniku egzaminu. “Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem” ten cytat niech wezmą sobie do serca ci co napisali instrukcję egzaminowania i zajrzą do swojego sumienia ile to razy poprawiali się przy parkowaniu równoległym, czy też najeżdżali na krawężnik podczas parkowania swoim samochodem. Sądzę, że sztuczny dystans jaki wytworzył się pomiędzy egzaminowanym a egzaminującym można znacznie złagodzić poprzez krótkie spotkanie przed egzaminem w sali, gdzie egzaminator omówi egzamin, uśmiechnie się, pocieszy, że to nie jest takie trudne, wierząc że wszystkim się uda.

Egzamin trwa stanowczo za długo, statystyki mówią, że najwięcej błędów zdający popełniają pod koniec egzaminu - dlaczego, ponieważ każdy człowiek ma ograniczona zdolność tak dużej koncentracji. Wśród egzaminatorów jest wielu naszych byłych instruktorów, którzy tak jak i my, w ciągu kilkunastu minut potrafią ocenić czy ktoś potrafi jeździć czy nie. Tym ludziom trzeba stworzyć narzędzia i procedury, aby mogli swoja pracę wykonywać właściwie, tym narzędziem może być system punktowy.

Maciej Kulka (OSK “KULKA” w Lublinie): Faktycznie w mojej ocenie egzamin na prawo jazdy stał się egzaminem bardzo surowym i pozbawionym oceny zawierającej tzw. czynnikiem ludzkim.

Poniekąd samo środowisko instruktorów przyczyniło się do takich zmian w systemie ocenia kandydata na kierowcę.

Być może wywoła to burzę, ale tak moim zdaniem jest. Wielokrotnie sam byłem świadkiem podpuszczania kursanta przez instruktora by ten składał skargę na przebieg egzaminu, bo coś nie jest w instrukcji precyzyjnie opisane. To z kolei doprowadziło, do pewnej paranoi, w której tak uszczelniamy zapisy prawne, że zamiast skupić się na umiejętnościach kursanta w bezpiecznym prowadzeniu pojazdu to skupiamy się na nauce, a w konsekwencji ocenie od tak zwanej kropki do kropki. Tym samym zbyt dużą wagę przykładamy do tworzenia skomplikowanych instrukcji a za małą do sprawdzenia czy osoba egzaminowana ma zdolność myślenia na drodze.

W planowanych zmianach oceny egzaminacyjnej ma być ocena punktowa i w tym kierunku powinniśmy zmierzać.

Kiedy byłem na szkoleniu w Wielkiej Brytanii zdziwiłem się, że arkusz oceny egzaminu praktycznego zawierał opis do poszczególnych zadań a sam egzamin kończył się rozmową z kursantem, w której kluczowym elementem była jego samoocena. Na czym to polega? Po egzaminie, egzaminator pyta kursanta o jego ocenę egzaminu. Jakie jego zdaniem popełnił błędy itp. Kursant opowiada o tym co robił. Egzaminator może zatem sprawdzić czy tak jazda była w pełni świadoma i dokonać oceny czy egzaminowany zdaje sobie sprawę z  popełnionych błędów. Oczywiście są też tzw. błędy “D” (od słowa denger - niebezpieczny) skutkujące oceną negatywną.

W polskim systemie nauczania i egzaminowania brakuje wspomnianego powyżej czynnika ludzkiego. Egzamin to stres, emocje a to nie jest w ogóle uwzględniane. Egzaminator zabrania ze sobą rozmawiać co tworzy dodatkową barierę... A przecież kilka życzliwych wypowiedzi ze strony egzaminatora mogłoby “rozminować” atmosferę.

Kolejnym problem jest brak profesjonalnych szkoleń już pracujących egzaminatorów, te które są tak naprawdę sprowadzając się do wyjechania autokarem na tzw. integrację.

Nie ma centralnego szkolenia egzaminatorów gdzie zajęcia prowadziliby profesjonalni trenerzy, psycholodzy. Bardzo często egzaminatorzy zachowują się jakby czas się zatrzymał w miejscu. Zapominają, że czasy PRL-lu się skończyły. I co najgorsze, że nie chodzi tu o tzw. “starych” egzaminatorów bo to by mnie może mniej zdziwiło. Piszę tu o “młodych”, którzy popisują się i wywyższają nie mając żadnego doświadczenia w prowadzeniu pojazdu oraz w szkoleniu kursantów.

Dlatego - moim zdaniem - zmiany powinny nastąpić nie tylko w systemie oceniania, ale również w możliwości uzyskania uprawnień egzaminatora. Każda osoba chcąca egzaminować powinna przede wszystkim mieć rzeczywisty staż w szkoleniu kierowców w danej kategorii. Być może wtedy łatwiej dokonywaliby oceny egzaminowanego.

W Anglii egzaminator oceniając kursanta ocenia też pracę instruktora. Jeżeli zauważy, że poziom jest rażąco niski zgłasza sprawę do urzędu, a ten wysyła do tegoż instruktora obserwatora. Ten ocenia jego pracę i podpowiada ewentualne zmiany itp. W ten sposób mamy zespół naczyń połączonych tworzący jeden spójny system bezpiecznego szkolenia i egzaminowania kierowców gdzie nie do pomyślenia jest swobodna interpretacja przepisów wykonana przez egzaminatorów. Bo dzisiaj w Polsce każdy WORD inaczej interpretuje te same zapisy.

W Anglii uzupełnieniem tego systemu są podręczniki dla kierowców, które muszą przejść ocenę w ministerstwie transportu. Żadna książka bez akceptacji nie mam prawa być podręcznikiem na podstawie, którego uczy się kierowców. I to są bardzo mądre zasady. Dzisiaj bowiem w Polsce na rynku, jest pełno książek wątpliwej jakości, które po głębszej analizie należałoby wycofać z rynku bo informacje w nich zawarte zagrażają życiu i zdrowiu.

I ostatni problem. Egzaminowanie na pojeździe ośrodka szkolenia. Zamiast podnosić ceny za egzaminy warto zastanowić się nad powrotem pojazdów szkoleniowych na egzaminy państwowe. Oczywiście można wprowadzić ograniczenia, że pojazd nie może być starszy niż np. 4 lata itp., ale to temat na dłuższą pogaduchę. Bo dzisiaj mamy kolejną patologię, że WORDY nie mają pieniędzy na bieżące funkcjonowanie biorąc za egzamin praktyczny kat. B kwotę 112 zł a my właściciele firm mamy dawać sobie radę za 40 zł? W moich pojazdach montuję właśnie systemy nagrywania zajęć praktycznych odkupione WORD-u... więc w czym jest problem?

Wojciech Szemetyłło (prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców Warszawa): Witam. Obecny system oceny kandydata na kierowcę, który nie przewiduje średniej - wypadkowej oceny z przebiegu całego egzaminu ma dużo więcej wad co zalet. Linia podziału przebiega wokół wykroczeń, które powodują natychmiastowe przerwanie egzaminu z wynikiem negatywnym a traktowaniem pozostałych błędów, które dopiero po wielokrotnym powtórzeniu mają decydujący wpływ na wynik egzaminu. Obecnie egzaminator prowadzący egzamin państwowy jest praktycznie związany w podejmowaniu decyzji bardzo precyzyjną instrukcją, która utrudnia a nawet wręcz uniemożliwia podejmowanie indywidualnych i bezpośrednio związanych z zaistniałą sytuacją drogową ocen. Mamy więc sytuację, w której ocenie podlegają pojedyncze zadania składające się na przebieg egzaminu, a nie ocena całości dająca inny bardziej obiektywny obraz. Pamiętam, że taka całościowa forma oceny istniała jeszcze za nie tak odległych czasów, a wiele pokoleń kierowców jeździ bezpiecznie do dzisiaj. Jednak zawsze istniał - być może o wiele krótszy - spis błędów (czerwone światło, stop, ciągła linia itp.). Popełnienie ich bezpowrotnie kończyło egzamin. Miało to tę zaletę, że kursanci, a później kierowcy, bardzo łatwo je zapamiętywali i stosowali jako kierowcy. Powszechne głosy z naszego środowiska domagające się, w imieniu kursantów, zmiany sposobu egzaminowania kierowców wynikające z fatalnego - jednego z najniższych wskaźników zarówno zdawalności oraz wysokiej na skalę europejską ilości wypadków drogowych, są moim zdaniem uzasadnione. Jak pokazuje praktyka nie sposób jest skatalogować wszystkich sytuacji drogowych i dalsze rozbudowywanie biurokracji egzaminacyjnej prowadzi donikąd. Egzaminator powinien, na podstawie swojego doświadczenia i oczywiście bardzo wysokich kalifikacji, umieć obiektywnie i samodzielnie podjąć decyzję o do puszczeniu do ruchu i możliwości stopniowego samodoszkalania się przyszłego kierowcy. Z poważaniem

Zdzisław Kowalów (OSK "SRUŚ" Oborniki Śląskie): Bardzo wiele nie podoba mi się w sprawie egzaminowania i oceny osób egzaminowanych, podejścia egzaminatorów to bardzo wielki temat .Przechodząc do konkretu w odniesieniu do propozycji oceny za wykonywane zadania egzaminacyjne jestem za, wielkie za. Powiedzmy, gdyby tak się stało, nie będzie to łatwe zadanie przyznania punktów za poszczególne zadania. A stać się może ze wpadniemy z deszczu pod rynnę.

W odniesieniu zachowania się od znaku B 20 STOP to proponuję tyle punktów by egzamin był negatywny co do znaku poziomego P-4 (linia podwójna ciągła), to już sprawa do dyskusji gdzie? Bardziej skłaniał bym się do jakiejś zmiany odnośnie pierwszej części egzaminu - wykonywanej na placu manewrowym, gdzie stres góruje i 50% kończy egzamin z wynikiem negatywnym. Moim skromnym zdaniem powinno się każdemu dać szansę w ruchu drogowym, a zachowanie pozytywne w ruchu drogowym powinno niwelować błędy na placu manewrowym. Jak wszystkie propozycje mają swoje plusy i minusy A może jeszcze jeden pomysł na obiektywne egzaminowanie. Egzaminator powinien mieć dodatkowo 3 letni staż instruktora nauki jazdy. A zanim cokolwiek się zmieni to musimy się trzymać takich zapisów jakie mamy. Z poważaniem

Krzysztof Gietek (OSK w Piszu): Publikowano ostatnio w telewizji film z egzaminu na prawo jazdy. Kandydatka na kierowcę podczas wykonywania manewru na placu pomyliła pedał hamulca z pedałem gazu. Efekt był straszny. Rozbite auto, uszkodzony płot i możliwy wypadek drogowy. Moi znajomi odebrali to jako brak profesjonalizmu w szkoleniu. Jak można dopuścić do egzaminu nie przygotowaną osobę. Największe baty zebrał instruktor. Pomimo wszystkich patologii, które są obecne przy szkoleniu kandydatów na kierowców nie dopuszczam nawet myśli, aby instruktor wystawił zaświadczenie nieprzygotowanej osobie. Kilka krotnie byłem uczestnikiem egzaminu państwowego. Miałem możliwość porównać zachowanie się osób podczas szkolenia i podczas egzaminu. W niektórych przypadkach gdybym nie szkolił tej osoby to byłbym skłonny do wysunięcia takiego wniosku, że był to jej pierwszy raz. Dlaczego tak się dzieje? Opinie pozostawiam psychologom. Pomysł z punktacją jest dobry i wart rozważenia. Z rozporządzenia o szkoleniu i egzaminowaniu trzeba wyrzucić możliwość przerwania egzaminu. Powinien on trwać bez względu na ilość popełnionych błędów do momentu wykonania wszystkich zadań egzaminacyjnych. Dopiero po powrocie do WORD powinna nastąpić kompleksowa ocena zachowania osoby. Osobiście jestem skłonny do rozważenia możliwości samodzielnej jazdy osoby egzaminowanej. Należałoby tylko określić zadania egzaminacyjne i pozwolić samodzielnie wybrać trasę przebiegu egzaminu dla osoby zdającej. Konsekwencje za popełnione błędy ponosi egzaminowany, interwencja egzaminatora tylko w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia w ruchu drogowym. Oczywiście auto nie oznakowane i wyposażone tylko w dodatkowy hamulec. Wystarczy sprawny hamulec ręczny. Możliwa jazda pojazdem osoby egzaminowanej.

STAŁY CZYTELNIK: Szanowni Państwo. Trzykrotnie zdawałem egzamin teoretyczny dla kandydatów na egzaminatorów. Za każdym razem z wynikiem negatywnym. Pytania dotyczą wielu obszarów wiedzy między innymi: znajomość: ustawy - Prawo o ruchu drogowym, ustawy o kierujących, rozporządzeń w sprawie: znaków drogowych, kierowania ruchem, kontroli ruchu drogowym, szczegółowych warunków technicznych znaków, warunków technicznych pojazdów i wielu innych aktów prawnych. Ponadto niezbędna jest wiedza na poziomie eksperckim z zakresu budowy i eksploatacji pojazdów samochodowych oraz perfekcyjna znajomość w tym przepisów dot. szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców. Nie wymieniłem jeszcze wielu innych aktów prawnych i obszarów wiedzy objętych zakresem pytań. Co ciekawe wielu zdających swobodnie porusza się w tym gąszczu zagadnień i po zakończeniu egzaminu teoretycznego jest przekonana, że uzyskała wynik pozytywny. Naciśnięcie przycisku "Koniec egzaminu" objawia smutną prawdę - wynik negatywny. Zadajemy sobie wówczas pytania: jak to możliwe? Jak to się stało? Gdzie mogłem popełnić błąd? Za pierwszym razem rzucamy się w wir pracy i dalej zgłębiamy wiedzę. Po drugim niezdanym egzaminie, zaczynamy zastanawiać się, czy aby nie ma jakiegoś "haczyka" w tej "zabawie w ciuciubabkę". Trzecia, niezaliczona próba prowokuje do głębszej analizy nie tylko pytań, ale i całego systemu egzaminowania - TAJNOŚCI PYTAŃ i braku możliwości sprawdzenia, gdzie popełniliśmy błąd. Wyniki dociekań i wnioski oraz najbardziej wiarygodne hipotezy zebrane wśród wielu innych "pechowców" są niezwykle interesujące i mogą stanowić temat pasjonującego artykułu na ten temat. Konkluzja może być tylko jedna: SYSTEM EGZAMINOWANIA KANDYDATÓW (....) MUSI ZOSTAĆ ZWERYFIKOWANY I ULEC ZMIANIE. DOŚĆ ZABAWY W CIUCIUBABKĘ. Z poważaniem.

2K: Witam, to nic nowego, taki system egzaminowania obowiązywał na początku lat 80-tych. Sam byłem oceniany w ten sposób. Nie było co prawda punktów, ale znaki przy zadaniu (+, -). Nie pamiętam ile można byłoby mieć minusów, ale jako ciekawostkę podam, że jedno z kryteriów nazywało się - odporność kandydata na kierowcę na odwracanie uwagi w czasie jazdy. Pozdrawiam.

J.G.: Witam, w mojej opinii zmiana sposobu oceniania w takim kształcie jak to przedstawia Pan Stefan nie jest dobrym pomysłem. Fakt, że najechanie np. jednym kołem na linię ciągłą czy podwójną ciągłą zdarza się niejednemu doświadczonemu kierowcy, ale tolerowanie przejeżdżania czerwonego sygnału świetlnego, czy np. nie zatrzymanie się na znaku stop, zcinanie zakrętów, nie przestrzeganie znaków zakazu zatrzymywania, wymuszanie pierwszeństwa itp. to wg. mnie łamanie zasad, to jest po prostu nieetyczne i to zarówno u osoby zdającej egzamin jak i "starego" kierowcy.

Wydaje mi się, że egzamin w obecnej formie, przy odpowiednim podejściu egzaminatora jest do przejścia przez przeciętnego kursanta. Rejestracja przebiegu egzaminu jest w tej chwili dowodem przy ewentualnych reklamacjach. Myślę jednak, że powinna się stać materiałem poglądowym na obowiązkowych warsztatach dla egzaminatorów, na których omawialiby i eliminowali błędne zachowania , interpretacje sytuacji i sposób oceniania.

Eugeniusz Kubiś (OSK “MOTOREX” Zielona Góra): Propozycja ważna i celowa. Jestem za. Obawiam się jednak, że cokolwiek zostanie zrobione, WORD-y i tak muszą wyjść na swoje i zdawalność ani drgnie. Przez trzy kwartały 2011 r. zielonogórski WORD wynajmował swój plac manewrowy szkołom nauki jazdy. 60 minut dostępu do jednego łuku kosztuje 50 zł Jest to gest WORD-u pod adresem OSK, ponieważ szczególnie dużo kursantów oblewa na łuku. OSK wydały dużo pieniędzy, natomiast zdawalność na placu poprawiła się o ułamek procenta. Jeżeli z egzaminowania zrobiono quasi biznes, działający w warunkach monopolu, to nie dziwmy się, że wychodzi nam taki pokręcony system egzaminowania. Jeżeli do tego dodamy wiceministra Jarmuziewicza, który robi idiotów i z posłów, i ze szkoleniowców, wspieranego przez kumpli z wojska w osobach dyrektora Bogdanowicza i prezesa Igielskiego, to czego można się spodziewać? Do 19 stycznia 2013 r. przy tej ekipie nic się nie zmieni na lepsze.

Tomasz Lisowski (OSK “ELKARES” Rzeszów): W ubiegłym roku uczestnicząc w cyklu "Wzrost kompetencji kadry ośrodków szkolenia kierowców" zaproponowałem, żeby kursant za błędy wynikające ze złamania przepisów uzyskiwał odpowiednią przewidzianą przepisami liczbę punktów karnych. Jeśli tych punktów karnych zaliczyłby w przepisowej wielkości to dostałby prawo jazdy już obciążone tą ilością punktów. W tej chwili to oczywiście 20 pkt, ale można zastrzec, że największe wykroczenia punktowane od 6 w górę dyskwalifikowałyby od razu. Niestety prowadzący szkolenie egzaminator (od niedawna niestety nieżyjący Jerzy Moskwa - ówczesny egzaminator nadzorujący WORD Rzeszów) stwierdził brak możliwości takiego oceniania. Ja uważam, że wszystko jest uzależnione od odpowiednio skonstruowanego prawa. To na szczęście zawsze można zmienić. Co uważacie o tym pomyśle?

ADAM: Podobnie przy egzaminowaniu, problem nie w punktach, ale w ocenie. Teraz jest cały zestaw błędów o maksymalnej ilości punktów karnych, czyli powodujących koniec egzaminu i jego niezdanie. Zauważmy, że rozdzielono zadania (chyba nikt już nie wie ile ich jest na egzaminie?) i jest cała, gęsto zapisana kartka, zwana “Arkuszem przebiegu egzaminu”. Chyba jedynie po to, aby łatwiej "zaliczyć".