Przedsiębiorcy wprowadzający na polski rynek samochody nie zawsze będą ponosili wysokie opłaty recyklingowe. Zmiany w ustawie nie są jednak tak korzystne dla firm, jak proponowali posłowie – czytamy w “Rzeczpospolitej”. Do tej pory przepis o możliwości uniknięcia opłat, jeżeli przedsiębiorca podpisze umowę z siecią stacji demontażu pojazdów, był praktycznie martwy. Zgodnie z ustawą o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji opłat nie ponosił tylko ten, kto zapewnił taką sieć w całym kraju. A takiej możliwości nie było. Polska nie została pokryta punktami odbioru zdezelowanych aut tak gęsto, by zawsze jakiś znajdował się nie dalej niż 50 km w linii prostej od miejsca zamieszkania właściciela pojazdu. Stacjom demontującym wraki nie opłaca się prowadzić w całym kraju swoich punktów (choćby w Bieszczadach). Zgodnie z nowelą o sieci będzie można mówić, gdy pokrywa ona 95 proc. powierzchni kraju. - Mamy obecnie sieć stacji na takiej powierzchni - potwierdza Katarzyna Chmielewska z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Umowy muszą podpisywać przedsiębiorcy, którzy wprowadzają na rynek co najmniej 1000 samochodów. Ci, którzy wprowadzają ich mniej, mają się zdecydować na sieć lub płacenie po 500 zł za każdy pojazd. Opłaty za brak sieci trzeba było ponosić już w ubiegłym roku. Uiściła je połowa firm do tego zobowiązanych oraz niewielu mniejszych przedsiębiorców dobrowolnie deklarujących utworzenie sieci. Ci, którzy tego nie zrobili za 2006 rok, będą jednak musieli zapłacić, choć początkowo posłowie i z tego chcieli ich zwolnić. Natomiast nie będą musieli płacić za 2007 r., jeśli utworzą sieć. Ustawa trafi teraz do Senatu.