Legislacja

Uznali, iż sprawca wypadku nie działał z zamiarem zabójstwa!

27 marca 2013

Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalił zażalenie adwokatów rodziny kobiety, która przed dwoma laty zginęła na Mazurach pod kołami quada. Domagali się oni, by kierowca Piotr S. był sądzony jak za zabójstwo. Proces Piotra S., oskarżonego o spowodowanie wypadku, miał zacząć się w listopadzie ub. roku przed Sądem Rejonowym w Giżycku. Został jednak bezterminowo odroczony, bo pełnomocnicy bliskich ofiary chcieli, aby sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Olsztynie. W ich ocenie zachowanie Piotra S. na drodze świadczyło o tym, że mógł działać z tzw. zamiarem ewentualnym zabójstwa, a takie sprawy powinien rozpatrywać sąd wyższej instancji. Według ojca ofiary do tragedii doszło, bo kierowca quada chciał "odegrać się" na jego córce za nieprzychylne gesty na drodze. Sąd Okręgowy w Olsztynie nie znalazł jednak podstaw do zmiany miejsca procesu i oddalił zażalenia. Piotr S. będzie więc odpowiadał za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, a pierwsza rozprawa odbędzie się 7 maja w Giżycku.

Przypomnijmy - Agata Ch. zginęła w czerwcu 2011 roku podczas weekendu spędzanego z rodziną na Mazurach. Została potrącona przez quada na szutrowej drodze k. wsi Kleszczewo. Idącemu obok niej mężowi, który pchał wózek z kilkutygodniowym dzieckiem, nic się nie stało. Według prokuratury oskarżony o spowodowanie tego wypadku Piotr S. naruszył przepisy o ruchu drogowym. Widział idącą prostym odcinkiem drogi rodzinę, ale nie zachował ostrożności. Jechał z prędkością ok. 70 km/godz. i nie zwolnił. Nie zachował też bezpiecznego odstępu przy próbie wyminięcia kobiety. Została uderzona przez pierwszy z quadów, którym kierował Piotr S. Jadący za nim Marek B. uciekł z miejsca wypadku. Marek B., którego oskarżono o nieudzielenie pomocy ofierze wypadku, we wrześniu ub. r. dobrowolne poddał się karze dwóch lat pozbawienia wolności, zawieszonej warunkowo na cztery lata. Piotr S. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że kobieta wtargnęła nagle na jego pas ruchu i nie mógł na czas zahamować. Grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Publikujemy także interesującą wypowiedź naszego Czytelnika. Janusz Jokiel napisał: Czym różni się kierowca, który świadomie przekracza przepisy (prędkość, sygnalizację świetlną, bezpieczną odległość, jazda pasem dla kierunku przeciwnego itd.) od osobnika, który kupił sobie maczetę i nieostrożnie wymachuje ją sobie idąc po chodniku. Załóżmy, że jeden i drugi ciężko zrani przechodnia, w wyniku czego przechodzień umrze. Pytanie: dlaczego w polskim prawie pierwszy przypadek jest kwalifikowany za wypadek drogowy z ofiarami w ludziach, drugi za zabójstwo. Ma to później odzwierciedlenie w kwalifikacji czynu, a następnie w wielkości zagrożenia karą. Przy czy wypadek drogowy ma bardzo łagodny sposób podejścia do karania łącznie z zawieszaniem wykonania kary. Tymczasem zabitemu jest obojętne czy został zabity przy użyciu samochodu, czy maczety. On nie żyje i nikt mu życia nie zwróci. Tę samą sytuację mają rodziny zabitych. Też z dnia na dzień zginą ich członek rodziny (żywiciel, opiekun, dziecko itd.). Wydaje się mnie, że kwalifikacja czynu winna być jedna: ZABÓJSTO NIEUMYŚLNE / UMYŚLNE Z UZYCIEM MACZETY / SAMOCHODU / NOŻA / KARABINU MASZYNOWEGO / GRANATU / itp. Przedmiot użyty do zabójstwa winien być zabezpieczony jako dowód w sprawie i powinien być konfiskowany.