(Fot.: PD@N 410-24)
Egzaminowani
Wszystkich, którzy czują się zdezorientowani błędną oceną przeprowadzonego egzaminu na prawo jazdy na skrzyżowaniu ulic Warszawskiej i Świętokrzyskiej przez egzaminatora zatrudnionego w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Kielcach serdecznie przepraszam.
Czesław Dawid, Dyrektor WORD Kielce
Koniec roku zawsze sprzyja podsumowaniom i finalizacji wielu rozpoczętych spraw. I wydaje się, że i tym razem przyspieszył zakończenie podejmowanego na łamach kieleckiej “Gazety pl” problemu. Dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego na swoich stronach internetowych przeprosił “wszystkich, którzy czują się zdezorientowani błędną ocena przeprowadzonego egzaminu na prawo jazdy na skrzyżowaniu ulic Warszawskiej i Świętokrzyskiej przez egzaminatora zatrudnionego w WORD w Kielcach”. Przypomnijmy na czym polegało zdarzenie. Otóż egzaminator oblał kilku kandydatów na kierowców za to, iż nie zatrzymali się przed stojącym na powołanym skrzyżowaniu znakiem “STOP” przy prawoskręcie. I co stanowi istotę – znak został ustawiony za sygnalizatorem kierującym ruchem na skrzyżowaniu, uzupełnijmy sygnalizacją działającą. Doprecyzujmy, znak umieszczono za sygnalizacją, nie jak często to bywa, na słupie sygnalizacji. Rzeczony egzaminator wymagał zatrzymania przy tak ustawionym znakiem. I tutaj zacytujmy media: “(...) egzaminator argumentował, że zatrzymać się trzeba, bo znak jest kilkanaście metrów za sygnalizatorem, a nie nad nim. Kierowca powinien się więc zatrzymać, bo zielone światło pozwala tylko na wjazd za sygnalizator. O dziwo takiego samego zdania była świętokrzyska policja. Ale już drogówka z komendy głównej policji i kieleccy drogowcy mówią coś innego - że zatrzymywać się nie trzeba, bo zgodnie z artykułem 5 kodeksu ruchu drogowego "sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu".” WORD zrezygnował z egzaminowania w tym miejscu, znak niestety stoi nadal. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (zarządca tego skrzyżowania), twierdzi, że oznakowanie jest czytelne i wiadomo, że sygnalizacja jest ważniejsza. I jeszcze jeden cytat: Jak potwierdza komenda główna policji i drogowcy. - Naszym zdaniem musimy opierać się na interpretacji przepisów art. 5 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Jeżeli mamy zielone światło na sygnalizatorze, to nie zatrzymujemy się przy linii bezwarunkowego zatrzymania wyznaczonej przez znak "stop", ale jedziemy dalej. Gdy jest sprzeczność między sygnalizacją świetlną i oznakowaniem pionowym, to sygnalizacja jest ważniejsza - argumentował Jacek Giszczak z biura ruchu drogowego KGP. Decyzję o ewentualnym powtórzeniu za darmo egzaminu podejmie urząd marszałkowski. Inaczej nawet sobie tego nie wyobrażam - mówi Dawid. Brożyna.
(Fot.: PD@N 410-25)
(Fot.: PD@N 410-26)
^ Sygnalizator stoi przy krawędzi prawoskrętu z ul. Warszawskiej w ul. Świętokrzyską i pokazuje takie same światła jak do jazdy na wprost. Potem jest przejście dla pieszych, a kilkanaście kroków za sygnalizatorem, znak "stop". Gdy staliśmy tam w ostatni piątek ani jeden samochód nie zatrzymał się przy kontrowersyjnym znaku – relacjonował dziennikarz. Rzecznik MZD Jarosław Skrzydło komentował - naszym zdaniem jeśli działa sygnalizacja nie trzeba się zatrzymywać przy znaku "stop". Przecież w artykule 5 prawa o ruchu drogowym można jasno przeczytać, że "sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu". A tu tak właśnie jest - podkreśla rzecznik MZD. Z tym z kolei nie zgadza się świętokrzyska policja. - Nawet jeżeli sygnalizacja działa, należy się zatrzymywać, bo znak nie jest umieszczony na równi z sygnalizatorem, ale dalej. To jakby następny element oznakowania - tłumaczy po konsultacjach z drogówką Kamil Tokarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji. Twierdzi, że aby jechać bez zatrzymania znak "stop" musiałby być na sygnalizatorze albo powinien go zastąpić znak "ustąp pierwszeństwa przejazdu". - Będziemy egzekwować obowiązujące oznakowanie - zapowiada Tokarski. - Co za dziwna interpretacja. Przecież trzymając się jej kierowca powinien minąć zielone światło i zatrzymać się przed znakiem, a potem ruszyć. Sama bym tak nie zrobiła, bo wiadomo, że sygnalizacja jest ważniejsza niż znaki pionowe - mówi Ewa Sayor, dyrektor kieleckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Dodaje, że rozmawiała na ten temat z wieloletnim byłym policjantem ruchu drogowego. - On też tak uważał. Użył też jeszcze jednego argumentu: przecież ważniejszy od sygnalizacji i znaków jest policjant kierujący ruchem. A trudno sobie wyobrazić, że gdyby na miejscu sygnalizatora stał policjant, to kierowca po minięciu go, zatrzymałby się przed znakiem - komentuje. Dziennikarz “Gazety” skontaktował się z Biurem Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji. - Skrzyżowania nie widziałem, więc muszę się opierać na opisie, ale było już kilka telefonów w tej sprawie i dyskutowaliśmy nawet o tym we własnym gronie - rozpoczyna rozmowę Jacek Giszczak z KGP. Tłumaczy, że nie ma przepisu, który wprost wyjaśniałby tę sytuację. - Dlatego naszym zdaniem musimy opierać się na interpretacji przepisów art. 5 ustawy prawo o ruchu drogowym. Jeżeli mamy zielone światło na sygnalizatorze, to nie zatrzymujemy się przy linii bezwarunkowego zatrzymania wyznaczonej przez znak "stop", ale jedziemy dalej - twierdzi. - Gdy jest sprzeczność między sygnalizacją świetlną i oznakowaniem pionowym, to sygnalizacja jest ważniejsza - argumentuje Giszczak.