Kursantka, która spowodowała wypadek w czasie nauki jazdy, została uniewinniona. Jak informowaliśmy Państwa taki wyrok ogłosił Sąd Okręgowy w Lublinie, po apelacji od wyroku Sądu Rejonowego w Radzyniu Podlaskim Mirosławy D., którą skazano na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i trzy tysiące grzywny. Sędzia Arkadiusz Śmiech w sentencji wyroku stwierdził: to instruktor ponosi wyłączną odpowiedzialność za zaistnienie tego zdarzenia. Sędzia podkreślił, że Mirosława D. była "współprowadzącą pojazd w sposób zależny", bo możliwość jazdy kursanta samochodem po drodze "warunkuje obecność instruktora, bądź egzaminatora". "Instruktor jest współprowadzącym łącznie z kursantem, ale to on decyduje o sposobie jazdy, o parametrach tej jazdy, odległościach, wykonywanych manewrach, o prędkości, z jaką należy się poruszać" - powiedział. Według sądu okręgowego, kursantka nie miała możliwości przewidzenia tego, że narusza reguły ostrożności, nie miała też możliwości ocenienia, czy prędkość samochodu była niebezpieczna. Jak zaznaczył sędzia, do zaistnienie wypadku przyczyniły się m.in. głębokie koleiny na drodze, warunki pogodowe (padał śnieg), a także to, że samochód nauki jazdy nie miał założonych zimowych opon. Jednak te wszystkie okoliczności powinien wziąć pod uwagę instruktor, aby określić bezpieczną prędkość jazdy samochodu w czasie lekcji. A oto kolejne Państwa komentarze:
Kuba: Ciekawi mnie, czy tę sytuację odpowiedzialności instruktora, można by bezpośrednio przełożyć na odpowiedzialność egzaminatora, na egzaminie państwowym. Zaznaczę, że nie chodzi mi o taki incydentalny przypadek jak przestępstwo drogowe, ale o wykroczenie drogowe popełnione podczas egzaminu państwowego na prawo jazdy. Czy egzaminator będzie odpowiedzialnym za np. popełnienie wykroczenia polegającego na przejechaniu przez powiedzmy, podwójną linię ciągłą. Jeżeli egzaminator, to proponuję w większości egzaminów ze skutkiem negatywnym zgłaszać takie sprawy na Policję w celu wyegzekwowania prawa tj. ukarania egzaminatora np. mandatem karnym, lub pouczeniem i nałożenie punktów karnych, ciekawe, jak długo biedny egzaminator popracuje. Jeżeli natomiast winnym takiego wykroczenia jest kursant, to oprócz niezdanego egzaminu może na niego nałożyć grzywnę, a co? Nie zdał, niech jeszcze zapłaci za naruszanie prawa. Bo czy jakikolwiek przepis zwalnia, któregoś z kierujących od przestrzegania prawa na egzaminie państwowym i wyłącza odpowiedzialność za popełnianie wykroczenia?)