Niepubliczne znieważenie funkcjonariusza pozostaje przestępstwem. Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył skargę Andrzeja Wiekiery, wieloletniego radnego gminnego, który stracił on mandat radnego, bo sąd uznał go za winnego znieważenia wójta. Do znieważenia miało dojść w rozmowie obu panów w cztery oczy, a więc było słowo przeciwko słowu. Pełnomocnik radnego argumentował, że przepis art. 226 par. 1 kk, który pozwala ukarać za znieważenie funkcjonariusza "podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych" - niezależnie, czy miało to miejsce publicznie czy nie - narusza konstytucyjną wolność wyrażania poglądów. - Przeciwnik polityczny może być pociągnięty do odpowiedzialności za coś, co prywatnie powiedział: mamy przecież "afery podsłuchowe", każdego można nagrać i potem to wykorzystywać. Można też pociągać do odpowiedzialności za coś, czego ktoś nie powiedział, bo mamy słowo przeciw słowu. Przepis za sprzeczny z konstytucją uznała też rzecznik praw obywatelskich, która przystąpiła do skargi Wiekiery. Argumentowała, że prawo ma chronić prawidłowe funkcjonowanie urzędu, w tym jego powagę, którą uosabia funkcjonariusz. Jednak ta powaga nie ucierpi, jeśli zniewaga nie jest uczyniona publicznie. A ściganie za niepubliczną wypowiedź narusza konstytucyjną zasadę proporcjonalności. Wiekierę sądy prawomocnie skazały na 800 zł grzywny, 752 zł kosztów adwokata dla wójta i 170 zł kosztów sądowych. Jako karany stracił też mandat radnego. Trybunał uznał, że przepis pozwalający ścigać za znieważenie niepubliczne powinien pozostać