
(Fot.: PD@N 429-23jm)
^ Maciej Wroński, prawnik, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego
Redakcja Tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS: Partnerstwo Drogowe przy współpracy z biurem Banku Światowego w Polsce zorganizowały debatę "Koszty wypadków drogowych". Tematyka ze strony ekonomiczno-finansowej podejmowana nieczęsto. Jak Pan ocenia - dlaczego tak się dzieje? O wadze problemu nie musimy nikogo przekonywać, wystarczy przywołać tragiczne statystyki ok. 4000 ofiar śmiertelnych i 50 tys. rannych rocznie.
Maciej Wroński, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego: Problemem jest tabloidyzacja społeczeństwa. Telewizja, radio, prasa i portale internetowe ścigają się w podawaniu szokujących informacji, których tematem są katastrofy, tragiczne wydarzenia i wypadki. Dziennikarze ścigają się o najbardziej szokujące ujęcia miejsca tych tragedii, pokazywane są rozpaczające rodziny tragicznie zmarłych osób, osierocone dzieci i inne sceny mające “uatrakcyjnić” przekaz medialny. Dlatego też w medialnym szumie łatwiej przebija się informacja o liczbie zabitych i rannych, niż dane dotyczące kosztów wypadków drogowych. Fakty ekonomiczne nie są aż tak ekscytujące dla opinii publicznej. Nie są także zrozumiałe. Czy obecny maturzysta rozumie co to jest produkt krajowy brutto? Czy rozumie zależności pomiędzy zwiększonymi wydatkami z budżetu państwa a poziomem i jakością życia przeciętnego Kowalskiego? Szczerze w to wątpię.
Niemniej warto i należy mówić o kosztach wypadków drogowych. Jedynie taka argumentacja może przekonać strażników publicznych pieniędzy z ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie (siedziba Ministerstwa Finansów), iż z ekonomicznego punktu widzenia w bezpieczeństwo ruchu drogowego warto inwestować. Dość powiedzieć, iż w ocenie Banku Światowego każda wydana na ten cel złotówka, już po roku przyniesie nam 30 groszy. Taką stopę zwrotu pozwalają osiągnąć jedyne inwestycje w nowe technologie, aczkolwiek obarczone są one dużym ryzykiem, które w działaniach na rzecz BRD nie występuje.
Pytanie: Uczestniczył Pan w debacie aktywnie, a za wypowiedź w dyskusji i zawartej w niej apel - jako jedyny mówca - otrzymał brawa. Na co chciał Pan zwrócić uwagę obecnych?
Odpowiedź: Pomimo, że tematem debaty były koszty społeczne wypadków drogowych, to wśród licznie przybyłych przedstawicieli administracji jej uczestników zabrakło przedstawicieli Ministerstwa Finansów. Od lat unikają oni jak ognia dyskusji na temat inwestycji w bezpieczeństwo. Dla urzędników ważny jest jedynie bilans roczny, a co będzie za rok lub w dłuższej perspektywie jest z punktu widzenia budżetu mało istotne. Tymczasem zasada, iż czasem warto trochę stracić, aby zarobić miliony działa także w obszarze bezpieczeństwa ruchu drogowego. Każde nowe bezpieczne skrzyżowanie, każdy kilometr drogi “wybaczającej” błędy użytkowników, to miliony złotych zaoszczędzone w późniejszym okresie. Miliony, które wydamy w związku z wypadkami drogowymi. Dlatego należy skończyć z mitem, iż bezpieczeństwo ruchu drogowego można zapewnić wyłącznie przez edukację lub podwyższanie sankcji za wykroczenia. Jest to niestety oszustwo. Bezpieczeństwo musi kosztować, ale się opłaca!
Pytanie: Dowiedzieliśmy się, iż brakuje baz danych pozwalających skutecznie analizować zagadnienie. Sprawę podnosiło wiele osób. Pan podsumował następująco: najpierw zastanówmy sie nad zbieraniem danych, a wówczas będziemy mogli skutecznie zarządzać. Proszę nam przybliżyć istotę tego problemu.
Odpowiedź: W bardzo wielu obszarach naszej polskiej rzeczywistości nie dysponujemy wiarygodną informacją pozwalającą na podejmowanie skutecznych decyzji przez nasze władze. Brak jest baz danych, brak łatwego dostępu do informacji i na koniec brak rzetelnych opracowań pozwalających na wyciąganie wniosków i ewaluację podejmowanych projektów. Gdyby ktoś spróbował w ten sposób zarządzać firmą, to nie mając szczegółowych danych na temat rynku, kosztów działania, struktury sprzedaży i innych podobnych informacji, w bardzo krótkim tempie doprowadziłby firmę do bankructwa. W Polsce działamy tak od lat. Jako przykład można wskazać, iż uzyskanie wiarygodnej informacji na temat liczby zawodowych kierowców w Polsce i struktury wiekowej tej grupy zawodowej jest praktycznie niemożliwe. Intuicyjnie wyczuwamy, że obniża się poziom ich wyszkolenia, a na rynku zaczyna brakować kierowców. Ale czy mamy na ten temat jakiekolwiek dane? Niestety nie. Innym przykładem może być “rowerowa” nowelizacja Prawa o ruchu drogowym. Niedługo po szalonej kampanii medialnej na temat nowych zmian dających więcej praw dla rowerzystów w ruchu drogowym, odnotowano zwiększenie liczby wypadków z niechronionymi uczestnikami ruchu drogowego. Niestety skąpe dane statystyczne nie pozwalają na wyciągnięcia żadnych wniosków na temat zasadności wprowadzonych uprzednio zmian w zadach ruchu. Jednym słowem jesteśmy jak dzieci błądzące we mgle, gdyż decyzje Rządu i ich kierunek uzależnione są od osobistych zainteresowań i poglądów kolejnych Podsekretarzy Stanu. Jeśli wiceministrem będzie ponownie rowerzysta, to otrzymamy kolejne zmiany w prawie na rzecz rowerzystów. Czy tak należy działać?
Rozmowę przeprowadziła J. Michasiewicz - redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE@NEWS