News tygodnia

Śmierć wraca na drogi, bo źle szkolimy kierowców?

23 września 2007

Liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym spadała systematycznie od 10 lat. Korzystny trend został nagle zahamowany - Międzynarodowa Federacja Samochodowa ogłosiła, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy liczba takich wypadków w Polsce wzrosła aż o 17,4 proc. Z danych policji wynika, że od stycznia do sierpnia zginęły 3452 osoby, o 440 więcej niż rok wcześniej. Tym samym pod względem bezpieczeństwa drogowego znaleźliśmy się na ostatnim miejscu wśród nowych członków wspólnoty europejskiej (Czechy - wzrost o 17 proc., Słowenia - wzrost o 12 proc.). Najtragiczniejsze statystyki w całej Unii mają Dania i Finlandia, gdzie liczba śmiertelnych wypadków wzrosła o ponad 40 proc. Wśród przyczyn eksperci wymieniają przede wszystkim... dobrą pogodę. - Paradoksalnie, powodem jest łagodna zima. Sroga, śnieżna aura sprawia, że kierowcy jeżdżą ostrożniej i wolniej. Przy dobrej pogodzie dekoncentrujemy się, wewnętrzne hamulce przestają działać. Jedziemy zbyt szybko i nieuważnie - ocenia Krzysztof Kalitowicz, prezes Fundacji "Kierowca Bezpieczny". Potwierdzają to policyjne statystyki - zimą wraz z poprawą pogody drastycznie przybywało śmierci na drogach. W styczniu 2007 r. zginęły 472 osoby (w porównaniu z 252 ofiarami w styczniu 2006 r.), w lutym 297 (w porównaniu z 237 zabitymi w lutym 2006 r.). Jako kolejna przyczyna wymieniany jest wzrost liczby samochodów. Według GUS w 2006 r. jeździło u nas 13,4 mln samochodów osobowych (wzrost o 8,5 proc. w stosunku do roku 2005) i ponad 2 mln ciężarówek (3 proc. wzrostu). Jak podaje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, Polacy miesięcznie sprowadzają ponad 80 tys. używanych aut z Zachodu - najczęściej starszych niż dziesięć lat. Ale to nie może tłumaczyć dramatycznego wyniku z Polski - np. w Wielkiej Brytanii, gdzie rozwój motoryzacji jest na dużo wyższym poziomie niż u nas, zagrożenia drogowe są znacznie mniejsze.

Dlaczego Polacy giną na drogach?

Bo źle szkolimy kierowców. Agnieszka Serdeńska, redaktor naczelna pisma "Polskie Drogi": - Jest niebezpiecznie m.in. dlatego, że młodzi ludzie nie są uczeni przewidywania, które powinno być podstawową umiejętnością na drodze. Świeżo upieczeni kierowcy bazują na mechanicznych odruchach, a to kończy się wypadkami. U nas media interesują się motoryzacją przede wszystkim w kontekście nowinek technologicznych. Inaczej jest np. w Niemczech, gdzie od lat 70. społeczeństwo jest stale edukowane w zakresie zachowania bezpieczeństwa na drodze. Poza tym, paradoksalnie, niebezpieczne mogą być także nowo oddawane odcinki dróg. Kierowca przyzwyczajony do ostrożnego omijania dziur w asfalcie, na nowej drodze ma odruch wciskania pedału gazu i sprawdzania mocy swojego samochodu, co może mieć tragiczny finał.

Bo za dużo jest agresywnych kierowców. Jerzy Pomianowski, rzecznik Instytutu Transportu Samochodowego: - Bezpieczeństwu nie sprzyjają masowe remonty i rozkopywanie dróg. Po godzinie stania w korku kierowca ma dosyć, kiedy więc w końcu wyjeżdża na przejezdną drogę, chce nadrobić czas i znacznie przekracza dozwoloną prędkość. A że jest już zmęczony, to jedzie zdekoncentrowany. Poza tym pokutuje brak wprowadzania innowacyjnych rozwiązań komunikacyjnych, np. powinno być więcej skrzyżowań, na których zielone światło dla pieszych oznacza, że samochody jadące z którejkolwiek strony mają światło czerwone. Sytuacja nie zmieni się, dopóki nie wychowamy nowego pokolenia kierowców, które będzie jeździło mniej agresywnie i bardziej odpowiedzialnie. Na szczęście dostrzegam ostatnio więcej gestów życzliwości na naszych drogach. Jest ich zdecydowanie więcej na zachodzie niż wschodzie Polski. Musimy zrozumieć, że poszanowanie prawa i interesu innych ludzi to podstawa bezpieczeństwa na naszych drogach. Wielką pracę na rzecz szerzenia takiej postawy wykonuje Krajowe Duszpasterstwo Kierowców.