Przegląd prasy

Aby nie było kolizji z drzewami

16 października 2007

W Lubuskiem w ciągu roku około 30 kierowców traci życie w samochodach roztrzaskanych o drzewa. Dlatego Stowarzyszenie Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych domaga się przydrożnej siekierezady. - Stare drzewa tuż przy drogach należy wyciąć. Uniemożliwiają zjazd na pobocze, ich system korzeniowy niszczy nawierzchnię, wysokie auta zaczepiają o konary drzew, na jezdni leżą liście i owoce, co sprawia, że nawierzchnia jest śliska itd. Szpaler drzew powoduje migotanie światła słonecznego, co dekoncentruje kierowców - jednym tchem wymienia argumenty za wycinką drzew Edward Woźniak z Sulęcina, który jest współautorem programu gospodarowania zielenią w pasach drogowych "Stop śmierci na przydrożnych drzewach". - Przy drogach powinny rosnąć krzewy i drzewa o grubości pnia do 7 cm. Tylko takie drzewa uginają się i amortyzują uderzenie samochodu - mówi Woźniak. Ekolodzy są oburzeni pomysłem przydrożnej siekierezady. - Niemcy dosadzają nowe aleje, a liczba wypadków kończących się uderzeniem w drzewo spadła u nich o 30 proc. - mówi Adam Wajrak, przyrodnik i dziennikarz "Gazety". - Ponad rok temu kilka dni spędziłem na podglądaniu ptaków w Parku Narodowym "Ujście Warty". Przez Ośno Lubuskie wracałem do Rzepina. Po jednej stronie drogi straszyły wyrwane z korzeniami pnie olbrzymich drzew. Na lokalnej drodze wycięto aleję drzew! Zniszczono krajobraz, a przecież to nie drzewa zabijają! Używanie argumentów o zagrożeniu życia i to w czasie kampanii wyborczej uważam za niestosowne, wręcz populistyczne, bo równie dobrze można żądać równania gór i prostowania serpentyn na górskich drogach. Też są bardzo niebezpieczne i też giną tam ludzie. To byłaby ingerencja w krajobraz, podobna do wycinania starych alei. Przecież jezior nikt nie zasypuje dlatego, że toną w nich ludzie! Policja popiera pomysł wycinki drzew, przynajmniej w miejscach niebezpiecznych. - Nie mamy statystyk, ile osób zginęło uderzając samochodem w drzewo.

A Niemcy chronią drzewa - Na początku lat 90. niemiecki automobilklub ADAC, jedna z największych tego typu organizacji w Europie, zajął się alejami w przyłączonym NRD. Krajobraz Brandenburgii bardzo przypomina lubuski. Jednak niemieccy kierowcy zamiast żądać usuwania drzew, ruszyli im na ratunek. Chodziło o to, by nie doszło do wycinki, jaka w zachodnich Niemczech - z tych samych powodów co dziś w Polsce - miała miejsce w latach 60. i 70. Nie tylko uratowano ponad 1000 km zadrzewionych dróg, ale np. w Meklemburgii nasadzono 770 km nowych. Mieszkańcy Lubuskiego mogą się przekonać, jak dba się o przydrożne drzewa jadąc szosą z Kostrzyna do Berlina. Do granicy droga została zmodernizowana, ale drzewa pozostały. Postawiono znaki ograniczające prędkość do 80 km na godzinę i informujące o możliwości kolizji z drzewem, a na drzewach namalowano pasy odblaskową farbą.