W ostatnim serwisie informacyjnym PRAWO DROGOWE @ NEWS znalazło się pytanie o czas pracy tak zwanego instruktora nauki jazdy i kilka, odpowiedzi, między innymi Głównego Inspektoratu Transportu. Chciałoby się powiedzieć, co ma przysłowiowy piernik do wiatraka. Trudno bowiem byłoby znaleźć związek między charakterem działalności Głównego Inspektoratu z charakterem pracy instruktora.
Ale do rzeczy. Otóż historycznie rzecz ujmując, kiedy to po zakończeniu II wojny światowej "zwaliły" się na nas kolumny samochodów z amerykańskiego demobilu, zawód szofer był zawodem na wagę złota. Przedstawiciele tego zawodu także szli, wprost zza kierownicy do zawodu instruktora. Szybki nabór tak do funkcji szofera, jak i instruktora sprawił, że oba te zawody zostały spłycone, zwulgaryzowane. Zwłaszcza boleśnie się odczuwało owo spłycenie w zawodzie kierowcy autobusu. Zresztą do dziś dziesiątki autobusów ulega rozbiciu wskutek powierzenia ich osobnikom nie mającym wystarczających kwalifikacji fachowych, a także cech psychicznych i fizycznych. Do dziś zresztą nie została określona sylwetka przedstawiciela tego niezwykle ważnego zawodu.
Co do instruktora, to może dlatego przedstawiciel Głównego Inspektora Transportu uznał się kompetentnym do wypowiedzi autorytatywnej, że z nazwy "instruktor nauki jazdy" słowo "jazda" skojarzyła mu się z jego kompetencjami. W rzeczywistości zaś człowiek ten to nauczyciel. Mianowicie zadaniem jego jest wyuczenie kandydata na kierowcę sztuki kierowania, a nie jazdy jako takiej. Na sztukę kierowania zaś składa się o wiele więcej elementów, aniżeli "jazda", albo "wożenie się" samochodem szkolnym obok kandydata na kierowcę, jak niektórzy mniemają.
Te, mówiąc delikatnie, wypowiedzi obok tematu nasuwają wniosek, że chyba nadszedł czas, ażeby dokładnie scharakteryzować sylwetkę "instruktora nauki kierowania" i nadać mu tytuł n a u c z y c i e l. Z tego zaś tytułu wyniknie charakter i czas pracy.