Kursy na prawo jazdy zdrożeją nawet o kilkaset złotych. Wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego wymieniają właśnie samochody, których używają na egzaminach. To samo muszą zrobić szkoły nauki jazdy, bo kursanci chcą szkolić się na takich autach, na jakich będą zdawać egzamin. Dodatkowe koszty instruktorzy odbiją sobie, podnosząc ceny - ujawnia “Dziennik”. W Warszawie, Lublinie i Krakowie ośrodki egzaminacyjne wybrały toyoty yaris. Trwają lub będą rozpisane konkursy ofert na auta m.in. w Białej Podlaskiej, Olsztynie, Koszalinie i Bydgoszczy. Po co te zmiany? Każdy WORD w Polsce raz na trzy lata organizuje przetarg na wynajem samochodów - wymaga tego ustawa o zamówieniach publicznych. Nie ma przepisu, który nakazywałby szkolenie na tych samych samochodach, w których odbywa się egzamin, ale kursanci będą chcieli jeździć yarisami. Dlatego też właściciele szkół muszą zmienić flotę. "Mamy 120 samochodów, głównie ople. Teraz wymieniamy je na toyoty. To ogromna inwestycja, poza tym instruktorzy chcą zarabiać coraz więcej. Dlatego od przyszłego tygodnia podnosimy cenę kursu na prawo jazdy kat. B o 200 zł - z 1400 do 1600 zł" - informuje Zbigniew Sargowicki ze szkoły jazdy "Imola" w Warszawie. Co oznacza to dla kursantów? To oni pokryją koszty dostosowania szkół jazdy do nowej rzeczywistości. Za kurs w renomowanej szkole trzeba zapłacić 1300 - 1400 zł. Ale zdaniem instruktorów ceny jazd doszkalających są za niskie. "Godzina jazdy kosztuje zwykle 45 - 50 zł, a wychodzimy na tym niewiele ponad kreskę. Teraz trzeba zmienić auta. Nie możemy sobie pozwolić na starty. Dlatego przewiduję 30-proc. wzrost ceny kursu. To tylko kwestia czasu" - tłumaczy Wojciech Szemetyłło.