Przegląd prasy

Chodniki dla ludzi - teraz kierowcy

29 lipca 2008

W dyskusji zainicjowanej na łamach “Metra” o parkowaniu wbrew przepisom i na chodnikach tym razem redakcja oddała głos kierowcom:

- Centra miast - niejednokrotnie o pięknej wielowiekowej historii - w swej filozofii zagospodarowania przestrzennego zatrzymały się w XIX wieku, kiedy samochód był ekscentryczną zabawką dla zamożnych. Niestety, ta dziewiętnastowieczna filozofia w pełni przekłada się na dziewiętnastowieczną świadomość wielu obywateli, których wypowiedzi czytałem w "Metrze". Jeżeli odrzucimy wszelkie totalitarne systemy reglamentacji samochodów i niemal całkowite pozbawienie kierowców prawa do korzystania z aut (co pewnie niejednej osobie chodzi po głowie), musimy dojść do wniosku, że problemem jest NIEDOBÓR PARKINGÓW. Samochód musi jeździć i gdzieś stawać. Współczuję funkcjonariuszom policji i straży miejskiej nękanym skargami na to, że samochód stoi tu czy tam, bo nie ma gdzie stać i komuś przeszkadza. Wielu z nich jest zmotoryzowanych i doskonale rozumie problemy kierowców, dla których zabrakło miejsca . Parkingów jak nie było, tak nie ma, a pomysł chodzenia po samochodzie zaparkowanym na jedynym dostępnym skrawku przestrzeni przyulicznej, jaki padł w jednym z artykułów - szczególnie jeżeli będzie to mój samochód - szczerze odradzam!

- Jestem kierowcą od ponad trzydziestu lat i problem parkowania jest cały czas aktualny. Kiedy powstała straż miejska, wydawało się, że problem ten zniknie. Jak widać, ta instytucja, która powinna zajmować się między innymi nieprawidłowo zaparkowanymi samochodami, zajmuje się tym wybiórczo. Z własnych obserwacji wiem, że jeżeli źle zaparkowane auto jest markowe i może się nim poruszać osoba o wyższym statusie, to funkcjonariusze takie auto omijają, natomiast interesują się samochodami niższej klasy. Następna bardzo istotna rzecz to ustawianie znaków zakazu zatrzymywania się. Nie wiem, na jakiej zasadzie te znaki są ustawiane, ale z moich obserwacji wynika, że jest to czyjeś widzimisię.

- Z reguły pojawiają się w rejonie różnych instytucji obsługujących przyjeżdżających samochodami klientów. Aby poprawić sytuację w, pierwszej kolejności należałoby zweryfikować ustawienie znaków zakazujących parkowania i zostawić je tylko w takich miejscach, gdzie parkujące pojazdy rzeczywiście powodowałyby zagrożenia w ruchu lub ten ruch utrudniały. Po takiej operacji należałoby się zabrać za karanie kierowców łamiących przepisy. Trzeba działać jak w innych państwach Unii Europejskiej, gdzie zaparkowany w miejscu niedozwolonym pojazd jest odholowany na koszt właściciela niezależnie od tego, czy utrudniał lub powodował zagrożenie w ruchu drogowym lub pieszym. Nasi parlamentarzyści niejednokrotnie dają przykład, gdzie mają przepisy dotyczące parkowania pojazdów, ponieważ - jak pokazywały przykłady - sami parkują w miejscach niedozwolonych, więc jak wymagać poszanowania prawa od zwykłych obywateli?

- Mieszkam w Wilanowie i codziennie jeżdżę trasą ul. Wiertnicza - Powsińska - Czerniakowska. Jezdnie mają po 3 pasy ruchu. Ustawiono znaki zakazu zatrzymywania się (oczywiście i parkowania). Jednak samochody prawdopodobnie należące do klientów licznych firm nadal parkują, zajmując część prawego pasa. Samochód osobowy przejedzie tym pasem, ale ciężarowy - których tu jeździ bardzo dużo - już nie. A więc ciężarowe jadą pasem środkowym, a dla osobowych zostaje pas lewy. Tak więc prawy pas jest wykorzystany bezprawnie praktycznie do parkowania, a ciąg ulic zwężony, co powoduje utrudnienia w ruchu i powstawanie korków. Należy bardzo rygorystycznie i systematycznie karać takie parkowanie. A swoją drogą, należy żądać od firm zapewnienia miejsca do parkowania dla klientów, można też zwęzić "trawniki" (raczej klepiska) i tam stworzyć legalne miejsca do parkowania.