Przydrożne krzyże ustawiane na poboczach przez rodziny ofiar upamiętniają miejsca śmiertelnych wypadków. Nie wiadomo, co z nimi zrobić podczas remontów i przebudowy dróg. O tragediach przypominają dziesiątki przydrożnych krzyży ustawianych przez rodziny ofiar: bezimienne, zbite z dwóch kawałków drewna ozdobione figurką, albo okazałe z kamiennymi płytami, na których wypisano nazwiska zmarłych. Często palą się przy nich znicze. To jest dla nas trudny temat. Bo z jednej strony ustawiono je bez porozumienia z administratorem drogi, ale z drugiej jest to miejsce pamięci dla rodzin i jednocześnie ostrzeżenie dla innych kierowców, aby zwolnili - mówi inż. Andrzej Łajszczak z Mostostalu. Według niego najlepiej byłoby dotrzeć do rodzin i zgodnie z ich sugestią przenieść krzyże w nowe miejsce. To jednak w większości przypadków nie jest możliwe. - Usunięcie krzyży nie byłoby problemem, ale z szacunku dla rodzin sugerowałbym ich przeniesienie. Pozostawianie ich na wysepce rozdzielającej pasy ruchu nie ma sensu. Najlepiej byłoby uzgodnić te kwestie z miejscowym proboszczem - sugeruje ks. Sławomir Fundowicz, kanclerz kurii diecezjalnej w Radomiu.
