Studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego skonstruowali superoszczędne auto napędzane energią słoneczną. Przed nimi teraz najtrudniejsza część projektu: spróbują zarejestrować nietypowy pojazd – przeczytaliśmy w “Gazecie Wyborczej Zielona Góra”. Półtora roku temu, do dra Grzegorza Benyska z Instytutu Inżynierii Elektrycznej zgłosili się studenci czwartego roku elektrotechniki z propozycją utworzenia koła naukowego. Studenci zaangażowali się w projekt ekoauta. Stworzyli ekologiczne auto przyszłości, którego jeszcze w Polsce nie było. Pojazd prawie całkowicie napędzany energią słoneczną i w pełni przystosowany do miejskiego ruchu. Potrzebuje co prawda doładowania z gniazdka elektrycznego, ale jak zapewniają konstruktorzy, koszt jest niewspółmierny do zysków. Obliczyli, że przy doładowywaniu zużywają prądu za 3 zł, ale za to przejeżdżają 100 km. Można więc powiedzieć, że auto jeździ za darmo. Maksymalnie osiąga 85 km na godz., a ze średnią prędkością 50 km na godz. bez doładowywania przejedzie nawet 170 km. Twórcy zaprezentowali gotowy wynalazek. Zachwytowi i gratulacjom na pokazie nie było końca, każdy chciałby mieć taki pojazd w swoim garażu. Konstruktorzy chcą go teraz zarejestrować i jeździć nim po Zielonej Górze. Jak się okazuje, może to być trudniejsze niż samo skonstruowanie pojazdu. Samochód nie ma silnika spalinowego ani układu paliwowego, do tego jest napędzany w sposób dotąd niespotykany, a co za tym idzie nieznany. Jak więc go zarejestrować? - To nie jest taka prosta sprawa, bo nie wiadomo, czy wynalazek studentów jest bezpieczny dla ruchu i czy przejedzie więcej niż 5 km. Potrzebne są specjalistyczne badania, które sprawdzą, czy spełnia wszystkie wymogi techniczne. Do tego trzeba jakoś ten pojazd też zakwalifikować, a z tego, co słyszę, nie będzie to takie łatwe - wyjaśnia Leszek Nowaczyński, ze Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego w Zielonej Górze. Jak mówi Nowaczyński, być może nietypowym pojazdem będzie się musiał zająć Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie. Bezradni są także urzędnicy z wydziału komunikacji w Zielonej Górze. - Nie mogę odpowiedzieć, czy dziś zarejestrowalibyśmy takie auto, bo jeszcze takiego przypadku w Zielonej Górze nie mieliśmy. Na razie to jest abstrakcja, więc ciężko coś powiedzieć. Z tego, co słyszę, to samochód był już raz zarejestrowany, więc wystarczyłoby mu zmienić w dowodzie tylko rodzaj napędu. Najpierw więc musiałby się znaleźć u rzeczoznawcy, później przejść badania diagnostyczne, i dopiero wtedy można go zarejestrować - tłumaczy Ryszard Szymkiewicz, naczelnik wydziału. Gdyby konstruktorom przyszło do głowy jeździć bez rejestracji, mogliby nawet stracić auto. Przy pierwszej kontroli drogowej, oprócz mandatu - ok. 3 tys. zł - samochód trafiłby na parking policyjny. Żeby go stamtąd wykupić, studenci musieliby go zarejestrować i ubezpieczyć, ale bez samochodu zarejestrowanie będzie niemożliwe. Jedynym wyjściem z tego błędnego koła może być wtedy tylko decyzja sędziego. Wynalazcy w planach mają już nowy projekt - samochód napędzany ogniwami wodorowymi.