Nowa polityka transportowa Krakowa zakłada, że za sam tylko wjazd w rejon płatnej strefy parkowania będą pobierane opłaty - informuje “Gazeta Wyborcza”. - Nie rozumiem, dlaczego projekt (polityki transportowej – red.) zakłada wzrost utrudnień dla kierowców samochodów prywatnych. Pobieranie opłat za wjazd do centrum przypomina mi XIX w., kiedy na rogatkach pobierano myto - krytykował jeden z radnych miasta. Projekt polityki transportowej dla miasta przygotowywali eksperci Janusz Friedberg i Mariusz Szubra. Najbardziej kontrowersyjny element polityki, czyli ograniczanie ruchu samochodów w centrum, autor projektu wyjaśniał jako naturalną konsekwencję oddania pierwszeństwa komunikacji zbiorowej. Projekt zakłada m.in.: zmianę ulic dwukierunkowych w jednokierunkowe, zmianę kierunku jazdy na wąskich ulicach tak, by omijał je tranzyt, i wydzielenie pasów przeznaczonych tylko dla komunikacji miejskiej. - Jeśli miasto skupi się na rozwoju komunikacji publicznej, będzie musiało ograniczyć ruch pojazdów prywatnych w niektórych rejonach centrum miasta - mówił Friedberg. - Nie oznacza to jednak całkowitego zakazu wjazdu, tylko taką organizację ruchu, która spowoduje, że w pewne miejsca będą wjeżdżać tylko ci, którzy naprawdę muszą - wyjaśniał. - Takie rozwiązanie daje świetne efekty w innych miastach. Londyn zarabia na tym mnóstwo pieniędzy, które przeznacza na inwestycje w metro i autobusy. Oslo jest na tyle bogate, że oddaje swój dochód z tych ograniczeń na budowę dróg za kołem polarnym - argumentuje Friedberg. - Kraków miałby na co wydawać takie pieniądze, a najważniejszym skutkiem byłoby udrożnienie ulic dla autobusów i tramwajów. Kiedy mielibyśmy zacząć płacić za wjazd w strefę? Na pewno ograniczenie nie będzie wprowadzone za jednym zamachem. Magistrat będzie prawdopodobnie najpierw zabierał się za stworzenie takiego systemu w obrębie pierwszej obwodnicy oraz w okolicach pl. Na Groblach (po tym jak w przyszłym roku ruszy tam pierwszy parking podziemny). - Proszę pamiętać, że zakaz wjazdu w ulice może być połączony z systemem opłat za poruszanie się po centrum. Zakaz nie może też dotyczyć mieszkańców albo dostawców - uzupełnia Friedberg.