22-letni elektronik Krzysztof Błaszczyk odebrał od władz Ursynowa list gratulacyjny za uratowanie życia młodszego o dwa lata studenta. Dziękowali mu zaproszeni do urzędu dzielnicy lekarze, policjanci i przede wszystkim ojciec uratowanego. Ofiara wypadku zachłysnęła się napojem, nie mogła złapać oddechu, straciła przytomność. Krzysztof Błaszczyk zorientował się, że mężczyźnie zanika puls i zaczął masaż serca. Robił wszystko według wskazówek z kursu pierwszej pomocy. Karetka przyjechała po kilkunastu minutach. Konieczne było trzykrotne użycie defibrylatora. Nieprzytomny student w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala, wraca do zdrowia. - Mój syn zawdzięcza życie Krzysztofowi - mówił ojciec Marcina. Marcinowi po zachłyśnięciu stanęło serce, a wtedy bezcenna jest każda sekunda. - Po czterech minutach umiera mózg. Jeśli znajdzie się człowiek, który podejmie w tym czasie reanimację, daje to poszkodowanemu dodatkowe 30-40 minut życia. Tyle wystarczy na przyjazd karetki - tłumaczył Adam M. Pietrzak, anestezjolog, który prowadzi szkolenia z zakresu pierwszej pomocy medycznej.