|
Na drodze widać prawie 100-metrowe ślady hamowania. Dwóch motocyklistów, którzy jechali za polskim autokarem opowiadało, że chwilę przed wypadkiem z hamulców wydobywały się płomienie. Zdaniem Zbigniewa Olesia, kierowcy z Lyonu, który wypowiadał się w TVN 24 może to świadczyć, że układ hamulcowy przegrzał się. |
Ślady hamowania - po jednej stronie długi, czarny ślad, a po drugiej tylko białe, stalowe wyżłobienie w asfalcie - świadczą, że kierowca tak długo naciskał na hamulce, aż rozgrzał je do czerwoności. Potem zapaliły się prawe opony i kierowca nie był już w stanie wykonać żadnego manewru – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Na szczęście wyhamował na tyle, że autobus uderzył w barierę z prędkością ok. 60 km i zsunął się ze skarpy. Gdyby jechał 100 lub 120 km/h, autokar wyskoczyłby jak z procy i przeleciał w powietrzu 40-50 metrów. Wtedy zginęliby wszyscy. Czy kierowca nie uruchomił dodatkowego systemu hamowania, bo nie wiedział, że go ma? Po katastrofie mnożą się hipotezy na temat przyczyn wypadku. Marek Jarocki, dyrektor PKS w Tychach uważa, że gdyby kierowca skorzystał ze wszystkich systemów hamowania, nachylenie drogi nie miałoby znaczenia. Scania z 2000 r. ma potrójny system bezpieczeństwa: tradycyjne hamulce bębnowe lub tarczowe, specjalny "kurek", który steruje dopływem spalin, tak że silnik nie może rozwinąć większej prędkości, i najbardziej skuteczne zabezpieczenie - elektromagnes na wale silnika, który włączony stawia taki opór, że wyhamowuje autokar (na prostej drodze nawet do zera). Kierowcy jeżdżący w górach włączają jeden albo dwa systemy i pomagają sobie tylko tradycyjnym hamulcem. Autobus nie ma wtedy prawa rozpędzić się więcej niż 30 km/h. Zdaniem Jarockiego kierowca nie skorzystał z trzeciego systemu zabezpieczeń. Gdyby go włączył, autobus nie rozpędziłby się do takiej prędkości. - Może kierowca nie wiedział, że go ma? - pyta Jarorki.
Zaraz po tragedii pojawiły się głosy sugerujące, że pojazd nie był wyposażony w specjalny zwalniacz, niezbędny do poruszania się na górskich drogach. To nieprawda. Każdy, kto ma do czynienia z transportem drogowym wie, że popularna "telma" czy "retarder"(czyli właśnie zwalniacze elektromagnetycznych i hydrokinetyczne) od dawna należą do standardowego wyposażenia wszystkich autokarów turystycznych – czytamy na stronach INTERII.pl
|
