Przegląd prasy

Gdy kierowca ma zapłacić mandat

1 czerwca 2009

Bóle brzucha, pośpiech do szpitala, chora babcia, mama, dzieci lub nawet groźba zamknięcia restauracji. Takie wymówki słyszy drogówka sięgając po bloczki mandatowe - wylicza “Gazeta Lubuska”. I dalej dziennik analizuje: Choroby w rodzinie. To zdecydowany numer jeden wśród wymówek. Najwięcej kierowców zatrzymanych za przekroczenie prędkości spieszy się, bo... w szpitalu leży chora mama, babcia lub dzieci. Druga sprawa wśród chorobowych wymówek to konieczność szybkiego zakupu leków. Bywa i symulacja choroby. Kierowca wyjaśnia, że wiezie żonę lub dziewczynę, która fatalnie się czuje. Pasażerka na widok policjanta oczywiście zwija się z bólu na siedzeniu, najczęściej trzymając się za brzuch lub z ręką trzymaną na sercu, bo powietrza brakuje. - Miałem tak kilka razy, więc widząc tak cierpiącą osobę szybko proponuję wezwanie karetki pogotowia, i... następuje ozdrowienie - opowiada jeden z zielonogórskich policjantów z drogówki. Bezrobocie to numer dwa wymówek mandatowych. Zatrzymany kierowca zapewnia, że od dawna nie ma pracy. Niemal płacze. - I co ja do garnka dzieciom włożę - szlocha. Tu sklasyfikujemy też bankrutów. Kierowca sunie wozem wartym kilkaset tysięcy złotych, na ręku ma złoty zegarek, drogi garnitur, ale... firma pada. Tłumaczy, że w firmie nie ma ruchu, że w kasie pusto, że ma same długi. - Mandat, Boże nie stać mnie na niego - często słyszą policjanci. Jest też czas świąteczny wymówek, dwa razy w roku. Wynika to z konieczności zrobienia prezentów dla dzieci. Wymówka na cwaniaka, zdecydowanie najgorsza. - Pan o wszystkim zapomni, ja zapomnę, pan nie będzie miał problemów i ja nie będę miał problemów - mówią i tak. Są i gorsi. - Po co mandat, przecież chce pan dalej pracować w mundurze - cwaniakują. Inni zapewniają, że tego mandatu nie zapłacą. - To pan go zapłaci - mówią do policjanta. Jeszcze inni natychmiast proszą o wniosek do sądu grodzkiego. Kiedy policjant zaczyna go przygotowywać proszą jednak o... mandat. Wymówka na zdziwienie. Tak też przecież bywa. - A skąd pan wie, że to ja jechałem za szybko, że to moje auto - najpierw jest zdziwienie. Mija szybko po oglądnięciu filmu nagranego przez wideorejestrator. Jest też i tak. - Nie, no nie złamałem przepisów, pan chyba coś źle widział - twierdzi kierowca. - Pasy miałem zapięte, tylko trzymałem się za nie właśnie, kiedy pan patrzył - wyjaśnia kierowca. A co z komórką? - A jak mi udowodnicie, że jechałem i rozmawiałem przez telefon - mówi policjantom. Jak? Obaj złożą zeznania w sądzie. Zdarzają się też prawdziwie szczere "kwiatki”. - Jechałem szybko, bo zaraz zamykają restauracje z "fastami” - mówił jeden z kierowców. Inny przyznał, że pędzi, bo bardzo lubi szybką jazdę. Kolejny powiedział, że nie czuł prędkości w aucie. - To już było 180 km - niedowierzał. A co na to policjanci? - Wystarczy być normalnym - mówią.

Słowa kluczowe mandaty policja drogowa