W tym roku do szkół nie trafi nowa partia gimbusów, czyli specjalnych szkolnych autobusów. Po raz pierwszy od siedmiu lat Ministerstwo Edukacji Narodowej, kierowane teraz przez Romana Giertycha, nie zorganizowało przetargu na gimbusy – czytamy w “Gazecie Wyborczej”. Specjalistą w produkcji gimbusów jest firma Polskie Autobusy produkująca Autosany i Jelcze. “Nie wiem, dlaczego w tym roku MEN nie organizował przetargów” - mówi prezes Polskich Autobusów Franciszek Gaik. Zwrócił uwagę, że można było zaoszczędzić sporo budżetowego grosza, gdyby MEN kupił gimbusy przed jesienią. Od tego czasu wolno po raz pierwszy rejestrować autobusy tylko z silnikami, które spełniają normy toksyczności Euro 4. - Taki gimbus kosztuje ponad 300 tys. zł. To 20 do 40 tys. zł drożej niż gimbusy z wymaganym wcześniej silnikiem o normie Euro 3 - wskazuje Gaik. Ponieważ MEN nie zamówiło w tym roku dużej partii gimbusów, firma Polskie Autobusy szuka za granicą klientów na autobusy szkolne. W tym roku 40 wyższej klasy gimbusów z Polski trafi do Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy bezpieczeństwa dla takich pojazdów są bardziej wyśrubowane niż w UE.
Kilka lat temu z inicjatywy posła AWS Kazimierza Marcinkiewicza do budżetu edukacji wpisano pieniądze na specjalnie oznakowane, pomarańczowe autobusy dla szkół. Popularnie nazywa się je gimbusami. Są nieocenione szczególnie na terenach wiejskich, gdzie szkołę od domu dzielą nieraz długie dystanse. Gimbusy miały zwiększyć bezpieczeństwo dzieci - jaskrawo pomalowane pojazdy kierowcy już z daleka mogą rozpoznać. Przejeżdżając obok takiego autobusu, powinni zachować szczególną ostrożność, bo wiedzą, że na jezdni mogą pojawić się dzieci, które nie oceniają odległości od samochodów tak dokładnie jak dorośli. Dostawy nowych gimbusów miały też pomóc szkołom uporać się z falą niesprawności w leciwych autobusach wynajmowanych na wycieczki szkolne i wyjazdy wakacyjne.