Przegląd prasy

Jaki był „Dzień bez samochodu”

21 września 2009

Najczęściej stosowaną w polskich miastach zachętą do porzucenia samochodu na rzecz szczytnych haseł o ekologii była darmowa komunikacja miejska (wystarczył dowód rejestracyjny pojazdu). Wprowadzanymi z premedytacją: kontynuowana w Europie od wielu lat kampania ma uświadomić, że tylko komunikacja publiczna oraz rowerowa mogą być panaceum na korkujące się ulice. Bo centra miast nie są z gumy, a po wtóre - im szersze ulice, tym szybciej "wyjaławia się" ich otoczenie. Dzień bez Samochodu odbywa się w Polsce po raz ósmy. W tym czasie liczba samochodów wzrosła o ok. pięć milionów. – Ta liczba cały czas rośnie. W Warszawie osiągnęliśmy już stopień nasycenia podobny do innych miast europejskich: 50 samochodów na 100 mieszkańców – przypomina Maciej Nowicki, Minister Środowiska. – Wiele zależy od zmiany naszych przyzwyczajeń. A te jak wiadomo, zmienić najtrudniej. I co się stało tego dnia np. w stolicy: Najwyżsi rangą stołeczni oficjele przyjechali do ratusza rowerami i autobusami, bo tak zasugerowała im prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ale kiedy odjechała telewizja, część urzędników przesiadła się do służbowych limuzyn z szoferami. O godz. 8 na dziedziniec ratusza na pl. Bankowym wjechał na rowerze wojewoda Jacek Kozłowski - w krótkich spodenkach, czapeczce z daszkiem i z plecakiem. To zaskakująca przemiana: 22 września rok temu przyjechał ekskluzywnym passatem (reporterowi "ŻW" tłumaczył, że boli go kolano). "Przyjechałem na pl. Bankowy z Pragi-Południe w 35 minut. Z roweru korzystam nie tylko w Dzień bez Samochodu" - mówił lekko zziajany wojewoda. Chwilę wcześniej na dziedziniec wjechał jednak jego służbowy czarny passat. Przyprowadził go służbowy kierowca Kozłowskiego. Następnie dyskretnie czekał w odwodzie, aż dziennikarze skończą fotografować i filmować proekologicznego szefa. Ok. godz. 10.15 medialna szopka dobiegła końca, a dziedziniec opustoszał. Passat stał już przed drzwiami urzędu. Przebrany w garnitur wojewoda w ułamku sekundy wsiadł do limuzyny. Na widok fotoreportera "ŻW" kierowca przyspieszył, a Kozłowski zasłonił twarz ręką.- opisywało "Życie Warszawy".