Policjanci w całej Polsce dostaną kamery i będą musieli rejestrować swoją pracę. W większości krajów zachodniej Europy oraz w Stanach kamery w radiowozach to standard. W dystrykcie Kolumbia w USA testuje się już kamery montowane na pistoletach, które uruchamiają się automatycznie po wyjęciu broni z kabury. W Polsce tak zaawansowane śledzenie pracy policji to jeszcze fantastyka, ale pierwsze kroki już są czynione. Oznakowane radiowozy wyposażone w kamery pojawią się w najbliższych tygodniach w Białymstoku. – Prezydent miasta przeznaczył na ten cel 100 tys. zł – mówi nam nadkom. Jan Dobrzyński, rzecznik komendy wojewódzkiej w Białymstoku. – Kamery znajdą się na początek w 20 radiowozach. Policjanci już zacierają ręce i liczą, że skończą się bezpodstawne oskarżenia o łamanie prawa. – Teraz, jeśli ktoś pragnie zemsty za wystawienie mandatu, wystarczy, że oskarży nas o wzięcie łapówki – mówi funkcjonariusz z Białegostoku. – My możemy jedynie zaprzeczać, więc jest słowo przeciwko słowu i tylko od sądu zależy, komu uwierzy. Kamery dadzą nam dowód, że interwencja przebiegła zgodnie z prawem. Jeśli eksperyment wypali, takie urządzenia pojawią się w radiowozach w całym kraju. – Rejestracja interwencji pomogłaby rozwiązać wiele kłopotliwych sytuacji – przyznaje Mariusz Sokołowski, rzecznik KGP. Większość funkcjonariuszy, aby się bronić przed zarzutami, na własną rękę kupuje sobie dyktafony i nagrywa przebieg interwencji, choć według prawa może to być uznane za podsłuchiwanie bez zezwolenia. Jednak sam dźwięk jest słabszym dowodem niż obraz.