Przegląd prasy

Kara za bałagan w pojeździe

23 marca 2007

“Gazeta Wyborcza” relacjonuje: Irena Kurzawa pojąć nie może toku myślenia pracowników Warty. - Po wypadku, zresztą nie z mojej winy, uznali, że samochodu nie opłaca się remontować, bo naprawa byłaby znacznie droższa niż wartość auta. Wyliczając odszkodowanie, odjęli mi 560 zł. Dlaczego? Bo ocenili, że wnętrze pojazdu było zaniedbane. Nie rozumiem związku - dziwi się pani Irena, zadbana kobieta w średnim wieku. Gabriela Żmudzka z katowickiego oddziału Warty twierdzi, powołując się na opinie rzeczoznawcy, który oglądał auto, że zapach w nim był bardzo nieprzyjemny, a na dodatek w tapicerkę wbiła się sierść psa. - Co do psa i jego sierści - mogę się zgodzić - mówi Kurzawa. - Mam dużego psa, woziłam go tym autem. Mogę nawet przyznać, że w samochodzie był bałagan. Ale nieprzyjemny zapach? Przecież obornika samochodem nie wożę. Nikt w nim nawet nie palił papierosów, bo jestem po operacji serca i nie znoszę zapachu dymu. Poza tym co to ma za znaczenie, skoro samochód nadaje się tylko do kasacji? - Ależ nikt nie twierdzi, że samochód musi być oddany na złom - wyjaśnia Żmudzka. - Może zostać sprzedany, jeśli znajdzie się klient. Można go też remontować. My tylko wyliczyliśmy, że to się nie opłaca. Remont kosztowałby ponad 19 tys. zł, a jego wartość przed uszkodzeniem to tylko 4,8 tys. zł. Ustalając wartość, bierze się pod uwagę także stan wnętrza. Z tak zaniedbanym nie dałoby się przecież sprzedać samochodu drożej.