Stołeczna drogówka chce zmusić kierowców, żeby zaczęli przestrzegać kodeksu drogowego. Od początku grudnia funkcjonariusze zaczynają akcję wymierzoną w kierowców, którzy przejeżdżają przez skrzyżowanie na żółtym świetle. To już druga tego typu inicjatywa w ostatnich dniach. W ubiegłym tygodniu policjanci z drogówki karali mandatami osoby, które wjeżdżały na zakorkowane samochodami skrzyżowanie, chociaż mogły przewidzieć, że z nich nie zjadą. Na najważniejszych skrzyżowaniach w stolicy mają pojawić się policjanci, którzy będą zapisywali numery rejestracyjne pojazdów przejeżdżających przez przejścia dla pieszych mimo zmieniających się świateł. - Aby kierowcy nie mieli wątpliwości, że popełnili przestępstwo, nasi ludzie będą wykorzystywać do kontrolowania fotorejestratory - mówi Jacek Zalewski, naczelnik wydziału ruchu drogowego. - Obraz z kamery nie kłamie i nikt nie powinien mieć pretensji, jeśli dostanie mandat - dodaje. A mandaty, które zamierzają wystawiać policjanci z drogówki, mogą bardzo uszczuplić domowy budżet. Za przejechanie przez skrzyżowanie przy innym świetle niż zielone kierowcy grozi sześć punktów karnych. Dostanie też mandat. Ile zapłaci, zależy od funkcjonariuszy - kara waha się od 20 zł nawet do 500 zł. Kierowcy, którzy w tym roku popełnili takie wykroczenie i zostali na nim przyłapani (a było ich już kilka tysięcy), tłumaczą się, że pokonywali skrzyżowanie na żółtym, a nie czerwonym świetle. - To nie jest wytłumaczenie. Według przepisów ruchu drogowego kierowca może przejechać wyłącznie na zielonym świetle. Gdy widzi żółte, powinien natychmiast hamować - mówi Zalewski. Właściciele samochodów powołują się jednak na inny zapis kodeksu drogowego, który mówi, że można przejechać na żółtym świetle, jeśli gwałtowne hamowanie mogłoby spowodować kraksę, bo jadący z tyłu samochód nie zdążyłby się zatrzymać. Policjanci jednak zapewniają, że i takie wymówki nie znajdą u nich zrozumienia. - Po centrum miasta powinno się jeździć 50 km/godz. Przy takiej prędkości droga hamowania jest na tyle krótka, że nie powinien w nas wjechać żaden samochód. Takie obawy może mieć tylko właściciel samochodu z niesprawnymi hamulcami lub jeżdżący z niedozwoloną prędkością - mówią policjanci. Kierowcy krytykują policję, że przez takie akcje w stolicy będą korki większe niż dotąd. - Czy oni powariowali?! - denerwuje się Sławomir Pawlak, taksówkarz z 12-letnim stażem. - Przecież gdyby wszyscy przestrzegali skrupulatnie kodeksu drogowego, to całe miasto by stanęło w korkach! Dzięki temu, że stołeczni kierowcy jeżdżą z głową i czasem naginają przepisy, po Warszawie da się w ogóle przejechać - dodaje. Do drogówki jednak te argumenty nie przemawiają. - My przede wszystkim musimy zadbać o to, by po stolicy jeździło się bezpieczniej. Płynność ruchu jest na drugim planie - dodaje Zalewski.
Koniec jazdy na żółtym
3 grudnia 2007