Jeżdżący po Mysłowicach kierowcy wożą ze sobą paralizatory oraz gaz łzawiący - donosi “Gazeta pl”. Powód? W ostatnich tygodniach trzech z nich zostało dotkliwie pobitych.- Strach wyjeżdżać po zmroku, bo na ulicach rządzą bezkarni gówniarze - wyjaśnia jeden z kierowców. Kilkanaście dni temu grupa wyrostków zaatakowała jego autobus na przystanku. Nie pozwolił im wtargnąć do środka, ale młodzi bandyci w złości skopali mu przód wozu. W minioną niedzielę, młody mężczyzna, rzucił w jego autobus butelką z piwem. Kierowca zjechał na pobocze i wysiadł, aby ocenić szkody. Wtedy napastnik podbiegł do niego i zaczął bić go po głowie. Bandyta na odchodnym wybił jeszcze szybę w autobusie. Policja zatrzymała pijanego napastnika. - Przedstawiliśmy mu zarzuty zniszczenia mienia oraz gróźb karalnych pod adresem kierowcy - mówi aspirant Daniel Skłodowski, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Mysłowicach. Śledczy chcą też, żeby bandyta odpowiedział też za pobicie. Rezygnuję, bo mam dla kogo żyć. Nie będę przecież prowadził autobusu w kamizelce kuloodpornej i hełmie - mówi kierowca. I dodaje, że na kolegów z jego firmy padł blady strach. Aspirant Skłodowski: - Nie możemy do każdego autobusu wsadzić patrolu, ale staramy się zwracać uwagę na to, co się dzieje w okolicach przystanków i w samych autobusach. Ataki na kierowców w Mysłowicach niepokoją także KZK GOP. - Normalnie w skali roku w całej aglomeracji takie przypadki można policzyć na palcach jednej ręki. A tu trzy pobicia wydarzyły się w jednym mieście - mówi Katarzyna Migdoł-Rogóż z biura prasowego KZK GOP. Dodaje, że coraz więcej przewoźników w trosce o bezpieczeństwo kierowców i pasażerów montuje w autobusach system monitoringu. - Ważne jest również, aby pasażerowie reagowali na przypadki agresji wobec kierowców, bo do tej pory różnie z tym bywało - mówi Migdoł-Rogóż. Najbardziej bulwersujące zdarzenie miało miejsce rok temu w Katowicach Ligocie. Pasażerowie autobusu linii nr 12 udawali, że nie widzą, jak trzech bandytów katuje kierowcę. Pokrwawiony szofer z wybitymi dwoma zębami wyrzucił w końcu napastników z wozu i pojechał na komisariat. Pasażerowie zaczęli się wtedy awanturować, że zmienił trasę. Szef firmy, która zatrudnia pobitych w Mysłowicach kierowców nie chciał rozmawiać z "Gazetą".