(Fot.: PD@N 318-10jm)
^ Jedna z licznych kamer fotoradaru tu w Nicei na Lazurowym Wybrzeżu. We Francji na podstawie nagrań z kamer wystawia się rocznie ponad 4 mln mandatów. Ze względu na brak “transgraniczności” przy wykroczeniach drogowych na polskich drogach policja wyrzuca fotoradarowe zdjęcia aut o zagranicznych tablicach rejestracyjnych od razu do kosza. Powód jest prosty - w Polsce nie ma odpowiedniego systemu komputerowego, więc w praktyce nie ma szans na ukaranie zagranicznego kierowcy. W podobną zasadę działania stosują francuscy policjanci.
Europejscy kierowcy ratują się przed utratą prawa jazdy za wykroczenia drogowe, kupując (oczywiście nielegalnie) w internecie punkty od innych. Skala problemu jest oceniana na ogromną. Jeśli kierowcę "złapała" na przekroczeniu prędkości kamera, a nie żywy policjant, na nagraniu nie widać, kto prowadził samochód. Właściciel może podać, że samochód prowadził kto inny. Wtedy punkty idą na konto tej drugiej osoby. Czasem punkty przejmują członkowie rodzin lub znajomi. We Francji w latach 2003-2005, czyli w czasie, gdy na drogach pojawiła się duża liczba kamer, liczba wykroczeń drogowych popełnianych przez osoby powyżej 65 roku życia z niewyjaśnionych przyczyn skoczyła o 38 proc. Kierowcy poszli jednak dalej i dziś masowo handlują punktami w internecie. "To najnowszy trend. Wyczerpawszy punkty małżonka, mamy w podeszłym wieku lub starszego wujka. Kierowcy, którym grozi utrata prawa jazdy, mogą przywrócić sobie dziewictwo za pośrednictwem internetu, pod warunkiem że mają na to środki" - napisał niedawno dziennik "Le Parisien". We Francji czyste konto oznacza 12 punktów, najmniejsza kara za przekroczenie prędkości to utrata 1 punktu. Koszt zakupu punktu w internecie to od kilkuset euro za punkt w Paryżu do nawet 1,5 tys. punktów w mało uczęszczanych okolicach. Punkty sprzedaje m.in. Pierre-Yves, 45-letni biznesmen z Nantes w zachodniej Francji. - Nie mam wyrzutów sumienia. Oferuję moje punkty tylko osobom, które o niewiele przekroczyły prędkość. Zawsze proszę, by pokazano mi mandat. Nigdy nie sprzedałbym ich piratowi drogowemu - powiedział "Le Parisien". W internecie działają już nawet handlarze, którzy handlują nie tylko swoimi punktami.