Przegląd prasy

Laserowa generacja „suszarek”

18 marca 2010

b0db9c6749cd32dd5567dfe626b39ba6afa60d8e

(Fot.: PD@N 335-18)

Namierzający auto funkcjonariusz trzyma urządzenie oburącz przy twarzy, co wygląda, jakby celował np. ze strzelby. - Radar wysyła wiązkę laserową, która odbija się od powierzchni samochodu - mówi sierż. sztab. Grzegorz Wawryszuk z wydziału ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi – o nowym wyposażeniu łódzkiej drogówki. - Na wyświetlaczu pojawia się prędkość, z jaką jedzie namierzany pojazd. Radar działa bez względu na pogodę. Urządzenie ma duży zasięg i jest bardzo precyzyjne - mówi funkcjonariusz z łódzkiej drogówki. - Można namierzyć przekraczający prędkość pojazd z ponad 300 metrów (producent podaje nawet odległość 900 metrów - przyp. red.). Kierowcy są zaskoczeni, że da się to zrobić z takiej odległości i próbują podważać wiarygodność wyników. Bezskutecznie. W tym urządzeniu nie ma mowy o błędzie. Przy wykorzystaniu tradycyjnych radarów, tzw. "suszarek", gdy obok siebie jechały dwa pojazdy, wynik pomiaru mógł budzić wątpliwości. - Laserowy radar ma niezwykle precyzyjny celownik - wyjaśnia Grzegorz Wawryszuk. - Policjant mierzy w stronę konkretnego samochodu i notuje tylko jego prędkość. Nie ma więc możliwości pomyłki. Dodatkowym atutem jest zasilanie. "Suszarki" trzeba było podłączać do akumulatora w radiowozie. To ograniczało pole manewru, bo nie wszędzie można było ustawić samochód. Laserowy radar jest zasilany z baterii, a więc w pełni mobilny. Jedno ładowanie baterii wystarcza nawet na tydzień. Laserowy radar kosztuje 12 tys. zł. Na razie łódzka drogówka ma trzy takie urządzenia. Pomysłowi producenci znaleźli już sposób na zneutralizowanie policyjnej broni - to antylaser, który zakłóca pracę laserowego radaru. Ma tylko dwie wady - jest nielegalny i za jego używanie grozi mandat, a poza tym kosztuje... 3 tys. zł.