
(525-9)
W wielu miastach rowerzyści mogą legalnie jeździć ulicami jednokierunkowymi “pod prąd”. W życie weszły stosowne przepisy wykonawcze, więc taka jazda jest legalna i uregulowana. Ten tzw. “kontraruch" to rozwiązanie prostsze niż tzw. kontrabas - oceniają eksperci. A polega ono na ustawieniu znaków informujących o tym, że ruch jednokierunkowy nie dotyczy rowerzystów. - Nie jest jednak tak, że teraz wszystkie jednokierunkowe ulice automatycznie można pokonać rowerem w odwrotną stronę - tłumaczy Michał Wolny ze stowarzyszenia miłośników dwóch kółek w Krakowie. I wyjaśnia, że to jedynie szansa dla zarządców dróg, którzy mogą pod znakami “zakaz wjazdu" dołożyć tabliczkę “nie dotyczy rowerów". Taki zabieg jest jednak możliwy tylko na ulicach, na których obowiązuje ograniczenie do 30 km/godz. - Umożliwienie ruchu w obu kierunkach ma sprawić, że rowerzyści ominą główne, niebezpieczne i zakorkowane ulice - dodaje. - Zaczynamy testy "kontraruchu" w naszym mieście - mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. - Jeżeli zastosowane na jednej z ulic rozwiązanie sprawdzi się, to będziemy po nie sięgać także w innych częściach Białegostoku. - Prawidłowe oznakowanie to jedno, rozsądek to drugie - uważa Tomasz Kądziela z dolnośląskiego stowarzyszenia kierowców. Jego zdaniem największą bolączką cyklistów jest nieznajomość przepisów i, choć trudno uwierzyć, brawura. Czy będzie bezpieczniej? Zadbajmy o to wszyscy uczestnicy ruchu drogowego.