Radomski Urząd Miasta wybrał w przetargu firmę, która będzie miała obowiązek zabrać martwego lub rannego psa czy kota z drogi. Ale łosiem czy sarną nie zajmie się nikt. To przykry widok, ale niestety dosyć częsty: zwłoki potrąconych przez samochody psów i kotów nieraz po kilka dni leżą przy jezdni. Mieszkańcy alarmują straż miejską, schronisko dla bezpańskich zwierząt, weterynarzy, policję. Żadna z tych instytucji nie ma obowiązku zbierania padliny. - Zwykle prosiliśmy firmy zajmujące się oczyszczaniem miasta o usunięcie zwłok. Teraz ogłosiliśmy przetarg, aby sprawę rozwiązać - mówi Katarzyna Piechota-Kaim, rzeczniczka magistratu.Startujące do przetargu firmy, musiały zadeklarować, że posiadają przynajmniej jeden odpowiedni do tego zadania samochód. - Chcemy to zorganizować w ten sposób, że w godz. 7-22 pod wskazanymi numerami telefonów do wydziału infrastruktury i straży miejskiej przyjmowane będą zgłoszenia o padniętych zwierzętach. Firma wybrana w przetargu będzie miała dwie godziny na usunięcie padliny z ulicy - informuje Katarzyna Piechota-Kaim. Za każdą akcję firma otrzyma nieco ponad 250 zł, za gotowość do świadczenia usług miasto zapłaci ponad tysiąc zł miesięcznie.
A co w przypadku, gdy znajdziemy ranne zwierzę? Okazuje się, że obowiązek udzielenia pomocy w takiej sytuacji ma Radomskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt. - Tam zatrudniony jest weterynarz. Ekipa ze schroniska ma obowiązek przyjechać, zabrać ranne zwierzę i udzielić mu pomocy - mówi rzeczniczka. Ale dotyczy to tylko rannego psa lub kota, czyli zwierząt domowych. Jeżeli przy drodze znajdziemy np. ranną sarnę, mamy problem.