Kosze na śmieci, ławki, krzaki, a nawet budki z obwarzankami - to wszystko wyrasta na ścieżkach rowerowych w Krakowie, ale czy tylko tam?. Najpierw centrum miasta: na ścieżce rowerowej na ulicy Grodzkiej poustawiano kosze na śmieci. Dalej od centrum - na spory odcinek trasy dla jednośladów wchodzą gałęzie rozrośniętych krzaków. To niebezpieczne, bo kiedy ścieżką jedzie dwóch rowerzystów, nie mają miejsca, żeby się minąć; jeden z nich musi zahaczyć o gałęzie. Krakowscy rowerzyści opisują zawalidrogi na portalach tematycznych, przykładów jest mnóstwo. Na trasach spotkać można też ławki, chociażby wzdłuż ulicy Powstania Warszawskiego, gdzie ustawiono je w skrajni rowerowej (czyli przestrzeni od krawędzi ścieżki w bok). Na ścieżce wzdłuż Lubomirskiego (skrzyżowanie z Rakowicką) często stoi budka z obwarzankami - jej parasol znajduje się na wysokości głowy rowerzysty. Przykrymi niespodziankami dla rowerzystów są też nośniki reklamowe, czyli rozkładane stojaki; bywa też, że rowerzyści muszą podzielić się ścieżką z kawiarnianymi ogródkami. Za utrzymanie ścieżek rowerowych w mieście odpowiada Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT, jest zdziwiony, że krakowianie zgłaszają się z takimi problemami do prasy, a nie do Zarządu. - Na ulicę Grodzką już kogoś wysyłam; sprawdzimy, jak stoją te kosze. Ktoś je jednak zaprojektował, a ktoś inny ten projekt przyjął. ZIKiT tłumaczy, że błędy ludzkie w projektach po prostu się zdarzają, ale jeżeli są zauważone, to się je naprawia. - Nasi inspektorzy nie są w stanie być wszędzie i sprawdzać, jak funkcjonują ścieżki. Dlatego zachęcam krakowian do zgłaszania nam wszystkich uciążliwości - tłumaczy Bartlewicz.