Przegląd prasy

Nie ma studium obsługi komunikacyjnej

17 maja 2007

Nikt nie sprawdził, ile samochodów będzie mogło dojechać na Stadion Narodowy. Nikt nie policzył ilu kibiców i w jakim czasie dowiozą tramwaje i autobusy, a może też metro. Bo miasto nie ma tzw. studium obsługi komunikacyjnej – komentuje “Gazeta Wyborcza”. Za kilka dni Centralny Ośrodek Sportu ogłosi konkurs na projekt Stadionu Narodowego, który zastąpi ten Dziesięciolecia. Podczas posiedzenia Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej arch. Marcin Świetlik zaprezentował projekt planu miejscowego terenów Narodowego Centrum Sportu. Stadion na ok. 70 tys. widzów powinien stanąć na dwóch kondygnacjach parkingów podziemnych. Będzie miejsce na ok. 10 tys. samochodów - przekonywał autor planu. Bardzo szybko okazało się jednak, że nikt dotąd nie zbadał, ile aut tak naprawdę będzie w stanie tam dojechać w określonym czasie. Nie ma bowiem tzw. studium obsługi komunikacyjnej. Takie opracowania robi się nawet dla obiektów mniejszych. Musiały powstać, zanim zbudowano centra handlowe Arkadia w Warszawie czy Manufaktura w Łodzi. I właśnie w Łodzi okazało się, że parking nie powinien być większy niż na 2,5 tys. samochodów, jeśli nie chce się całkowicie zakorkować miasta. Wymóg aż 10 tys. miejsc parkingowych to dowód ignorancji - przekonywał prof. Wojciech Suchorzewski, autor polityki transportowej miasta. Czyjej? Czy tymi ignorantami jest FIFA? Bo to oni stawiają swoje wymogi - dopytywał Marcin Świetlik. One mają sens, gdyby stadion budowało się gdzieś na peryferiach, np. w Jabłonnie, ale nie w śródmiejskiej części miasta. W czasie olimpiady w Atenach jeden pas jezdni w stronę stadionu był zarezerwowany dla autobusów, drugi dla samochodów. W Warszawie będzie podobnie. Niewiele osób będzie w stanie dojechać własnym samochodem na mecze. To po co budować tak duży parking? - dowodził prof. Suchorzewski.

Słowa kluczowe komunikacja miejska Warszawa